Nie bój się daremnie,
Bo nie nowego smutku masz posłankę we mnie,
Ale dowód łaskawej Zeusa opieki,
Który, chociaż od ciebie bardzo jest daleki,
Twojego się nieszczęścia litując niemało,
Każe ci iść odkupić Hektorowe ciało. Z wielkimi się darami wypraw na okręty,
Aby przez nie Achilles mógł zostać ujęty. Sam jedź, nie bierz nikogo; dość, że woźny wsiędzie,
Który do miasta z ciałem wóz prowadzić będzie. Nie obawiaj się śmierci, nie poddawaj trwodze… Uczci cię Achill, twoim obrońcą się stanie,
Bo niepłochy, zna ludzkość, ma roztropne zdanie,
Pocieszy nieszczęsnego, pokornego dźwignie». Odchodzi bystra Irys i ledwie się mignie. Myśląc Pryjam czym prędzej jechać do obozu,
Każe zaprzęgać muły, nieść skrzynie do wozu… Synowie wolę ojca pełnią w niemej grozie,
Wynoszą wóz i skrzynię ładują na wozie… Potem szacowne sprzęty wynoszą z komnaty,
Przeznaczone dla ciała Hektora opłaty,
I zaprzęgają muły z twardymi kopyty;
Od Myzów Pryjam zyskał ten dar znakomity. Konie prowadzą, które tyle ojciec sobie
Podobał, że swą ręką sypał obrok w żłobie. Wtedy Hekabe, ciężkim ściśniona kłopotem,
Wino słodkie w naczyniu trzymająca złotem,
Staje przed jarzmem koni i męża nakłania,
Aby się nie ruszyli bez bogów wezwania:
— «Wezwij Zeusa — powiada — gdyś jechać się zaciął,
By cię zdrowym powrócił spośród nieprzyjaciół. Pomimo mnie twój umysł tej wyprawy żąda;
Więc boga, który z Idy na Troję pogląda,
A czarną straszy chmurą ziemnego mieszkańca,
Proś, aby ci na wieszczbę swego dał posłańca:
Niech po prawicy ptaków król skrzydła roztoczy. Jeśli taki obaczysz znak na własne oczy,
Możesz jechać z ufnością między greckie straże;
Lecz jeśli Zeus posłańca swego nie pokaże,
Choć ten zamysł u ciebie mocno przedsięwzięty,
Zaklinam cię, mój mężu, nie jedź na okręty!»
— «O małżonko! — rzekł starzec — spełnię radę twoję
I troski trwożliwego serca zaspokoję. Dobrze jest podnieść ręce do boga z pokorą,
Może te modły skutek pomyślny odbiorą». Zaraz kazał lać słudze wodę na prawicę:
Przyszła, niosąc nalewkę razem i miednicę. Umyty bierze złotą czarę z rąk małżonki
I między wspaniałego pałacu przysionki
Leje wino, i ręce ku niebu podnosi:
— «Boże! Którego z Idy świat wszechmocność głosi,
Nie miej nędznego człeka płaczu w poniewierce! Prowadź mnie do Achilla i zmiękcz jego serce! Niechaj ptak, co powietrznych krajów berło trzyma,
Przeleci po prawicy przed mymi oczyma. Gdy tą pomyślną wieszczbą raczysz mnie ucieszyć,
Będę mógł do naw greckich z ufnością pośpieszyć». Skłonił się na wezwanie jego bóg przychylny
I zaraz Pryjamowi przysłał znak niemylny,
Orła, ptaka łowczego. A jak rozłożyście
Dwa obszerne podwoje zamykają wniście
Domu opatrzonego w dostatki bogacza:
Tak on szeroko skrzydła ogromne roztacza. Po prawicy przeleciał nad wieżami miasta. Na to we wszystkich radość i nadzieja wzrasta. Siadł król na świetnym wozie, dobrze sobie tuszył
I z brzmiącego przysionka z pośpiechem wyruszył.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.