lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 163

Iliada - Homer - Strona 163

Tam staraj się przybliżyć i twój wóz, i konie
I sam pomnij ku lewej nachylić się stronie. Konia prawego głosem zachęcaj i biczem,
Puszczaj mu wolne wodze, nie hamuj go w niczem;
Lewego zbliż do mety, ile tylko zdoła,
Tak, byś ją prawie otarł osią twego koła;
Lecz nie uderz i w smutek śmiałości nie zamień;
Złamałbyś wóz, lub konie skaleczył o kamień,
Drugim śmiech, a ty ciężkim wstydem byś się zalał. Bądź więc, synu, ostrożny, ażebyś ocalał. A kiedy już okrążysz metę, jak należy,
Żaden cię nie doścignie, żaden nie ubieży…»
Takowa była ojca troskliwego rada. Skończywszy ją odchodzi, na miejscu usiada. Meryjon piąty sprzęga konie długogrzywe. Rzucili w szyszak znaki jeźdźce chwały chciwe,
Sami wsiedli. Wstrząsł Pelid; los miejsca rozdziela:
Pierwsze dla Antylocha, drugie dla Eumela,
Trzecie Menelaj, czwarte Meryjon dostaje,
Mężnemu Tydydowi ostatnie los daje. Już gotowi — porządkiem wszyscy ustawieni;
Achilles metę z dala wskazał na przestrzeni. Fojniksa, druha ojca, posłał, by tam siedział,
Zważał ich bieg i wiernie o wszystkim powiedział. Razem podnieśli bicze i lejce srebrzyste
Wstrzęśli, i wykrzyknęli na konie ogniste;
Te od naw wyskakują w chwalebne przegony. Tuman piasku wartkimi kopyty wzruszony
Jak chmura się podnosi; wiatr igra pierzchliwy
Lekko miotając w biegu rozpuszczone grzywy. Wozy — raz w polu równym — gładkim płyną tokiem,
Znowu się w górę wznoszą gwałtownym podskokiem. Jeźdźcy stoją, zwycięstwa żądzą piersi dyszą,
Biją serca, nad końmi nachyleni wiszą. Te lecą pośród kurzu; lecz gdy w bystrym biegu
Na powrót ku morskiemu zwracają się brzegu,
Wzmagają pęd, każdego moc jawnie się znaczy. Wybiegł Eumel, od lekkich uniesiony klaczy;
Tuż na Trosa ogierach Diomed go tyka,
Gorącym tchnieniem grzeją ramię przeciwnika,
Nad nim z wyniesionymi wylatują głowy
I każdym skaczą rzutem na wóz Eumelowy. Byłby odniósł zwycięstwo lub wątpliwe zrobił,
Lecz nie chcąc, by się chwałą tak piękną ozdobił,
Feb z ręki Diomeda wytrącił bicz świetny. Gniewu łzą lice skropił bohater szlachetny,
Gdy na przedzie daleko przeciwnika zoczył,
A jego wóz się w tyle opieszale toczył. Lecz chytry postęp Feba Pallada postrzegła
I zaraz do lubego bohatera zbiegła;
Tchnie koniom dzielność, bicza powrotem go cieszy,
Sama zaś gniewem tchnąca do Eumela śpieszy,
Łamie jarzmo i chlubne nadzieje omyla:
W bok wyskakują klacze, dyszel się nachyla,
On sam toczy się z wozu i pada przy kole,
Skrwawiony na ramionach, na licach, na czole. Obfita łza oblewa twarz Admeta syna,
A ból niewytrzymany w piersiach głos ucina. W tyle rzuca Diomed wozy wszystkie cztery,
Daleko naprzód pędząc nieścigłe ogiery;
Nową zagrzane mocą jak wicher leciały,
Bo Pallas pięknej życzy rycerzowi chwały. Za nim dąży Menelaj, śpieszy Ajte płocha
Wtenczas do koni słychać ten głos Antylocha:
— «Dążcie i nie dajcie się, me konie, spośledzić! Ach, nie pragnę ja wozu Tydyda uprzedzić,
Nie z jego ognistymi ogiery spór wiodę:
Jemu pierwszą Pallada przeznacza nagrodę.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia