lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 114

Iliada - Homer - Strona 114

Gdy więc uszykowany lud z wodzami staje,
Achilles ostrym tonem rozkazy im daje:
— «Przez czas gniewu mojego nieraz ja słyszałem
Burzących się was wielkim na Trojan zapałem,
I takeście, wodzowie, czynili wyrzuty:
Achillu! Żółcią karmion lub ze skały kuty,
Czemu w tej nieczynności nasze trzymasz ramię? Jeżeli już nic gniewu twojego nie złamie,
Nie lepiejż iść do domu, niż gnuśnieć szkaradnie? Teście mi słowa nieraz mówili gromadnie. Męże! Oto dzień boju tak od was żądany. Idźcież więc i uderzcie śmiało na Trojany! Tym słowem dodał wszystkim do boju ochoty,
Po głosie wodza bardziej skupiły się roty. A jak ściśle budownik spaja ściany w murze
Dom stawiać, mocen wiatry wytrzymać i burze:
Tak ściśle się skupili mężni wojownicy:
Puklerz tyka puklerza, przyłbica przyłbicy,
Przy kicie pływa kita, zbroja bliska zbroi,
Mąż przy mężu i dzielne wojsko jak mur stoi. Na czele bohaterów zapalonych srodze
Patrokl i Automedon, dwa stawają wodze. Jedna w obydwu śmiałość, jedna w obu dusza,
Za nimi wybór wojska Myrmidonów rusza. Pelid wszedł do namiotu i od matki daną
Otworzył skrzynię, drogim sprzętem ładowaną;
Tam się w darach dla syna wylało jej serce:
Były kosztowne szaty, płaszcze i kobierce;
Tam i kształtnie ze złota rżnięta była czasza. Sam tylko z niej Achilles pragnienie ugasza,
Nikt inny z ludzi swymi usty jej nie spodlił,
Z nią w ręku do samego Zeusa się modlił. Okurza ją i czyści, rękę myje w wodzie,
W otaczającej namiot stanąwszy zagrodzie,
Leje wino i dłonie do Zeusa wznosi,
Który moc swoją światu piorunami głosi:
— «Boże, siedzący w niebie na wysokim tronie,
Boże Pelazgów, w zimnej wzywany Dodonie,
Gdzie niemyte, na gołej ziemi rozciągnięte,
Selle w piersi przyjmują twe natchnienia święte! Wysłuchałeś mej prośby i twój gniew surowy
Za mą cześć obrażoną spadł na greckie głowy. Racz i dziś prośbę moją wysłuchać łaskawie! Ja jeszcze sam przy flocie zostaję na nawie,
Lecz do boju posyłam z wojskiem przyjaciela
Niechże mu szczęścia twoja prawica udziela… Niech wróci, odpór dawszy Trojanom zuchwałym,
Sam cały, z całą zbroją i z mym ludem całym! Tak prosił, lecz inaczej Zeus postanowił,
Jedną część prośby przyjął, a drugą odmówił:
Zezwolił bój odeprzeć, śmiałość Trojan skrócić,
Lecz zaprzeczył mu zdrowym do floty powrócić. Taką gdy do Zeusa modlitwę uczyni,
Powraca do namiotu, czarę kładzie w skrzyni. Wkrótce wyszedł, ciekawe na plac zwrócił oczy
Chcąc widzieć, z jakim skutkiem nowy bój się toczy. Pod Patroklem w porządku szły mężne Ftyjoty,
Aż też niedługo wpadły na trojańskie roty… Gdy obaczyli mężni wojownicy Troi
Patrokla z powoźnikiem w znanej od nich zbroi,
Zmieszali się i widok nagły ich zatrwożył;
Sądzili, że Achilles gniewy z serca złożył
I pojednan z Atrydem wyszedł floty bronić:
Myślą więc, jak od zguby grożącej się schronić… Jak szumi chmura, idąc do górnych sklepieni,
Gdy Zeus w straszną burzę dzień pogody zmieni,
Tak też z Trojan ucieczką zgiełk i wrzawa wzrosły… Wielu rycerzom konie dyszle połamały
I zostawiły wozy strzaskane w kawały…
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia