lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 58

Iliada - Homer - Strona 58

A na to Nestorowi Tydejd odpowiada:
— «Z twoich ust wychodzącą prawdę uznać muszę. Ale boleść okrutna przejmuje mi duszę;
Wśród Trojan Hektor powie: — «Gdym go w polu gonił,
Przed mym orężem Tydejd aż w nawach się schronił». Tak on się chlubiąc, przyzna mi duszę nikczemną. Ach! Niech się raczej ziemia rozstąpi pode mną». — «Cóż ja to od mężnego słyszę Diomeda? Niech cię Hektor upodla, nikt mu wiary nie da. Darmo powie, żeś gnuśny, żeś prędko strwożony,
Zawstydzą go Trojanie i trojańskie żony:
Tyle ich trupem legło z twojego oręża,
Niejedna tam młodego opłakuje męża». Wraz konie pędzi między pierzchające szyki. A natenczas Trojanie z strasznymi okrzyki
Puszczają na nich groty, gdy zwrócili czoła;
A Aresowy Hektor wielkim głosem woła:
— «Tydejdo, ciebie Grecy szanują biesiadą,
Kruż pełny nalewają i lepszą część kładą. Teraześ wzgardy godzien, o podła niewiasto! Leć na twą zgubę, dziewko! Nie ty pewnie miasto
I wieże nasze zwalisz, nie ty weźmiesz żony:
Prędzej legniesz na piasku tą ręką zwalczony». Rzekł, a w Tydejdzie serce na dwoje się chwiało:
Już chciał konie skierować i spotkać się śmiało,
Trzykroć chciał iść za głosem rycerskiej ochoty,
Trzykroć Zeus hucznymi odezwał się grzmoty,
Dając znak niepewnego Trojanom zwycięstwa. Hektor woła na swoich, zachęca do męstwa:
— «Trojanie i Likowie! Postawcie się śmiele
Okazać zwykłe męstwo, wierni przyjaciele! Widzę, co nam przychylny Zeus zapowiada:
Nas pewna czeka chwała, a Greki zagłada. Głupi! W tych murach słabych, w tej ufają tamie:
Nie zdoła nas odeprzeć, wnet Hektor ją złamie,
Konie me szybkim pędem przeskoczą te rowy. Gdy do naw przyjdę, ogień niech będzie gotowy,
Flotę grecką na pastwę oddam mu i razem
Przelękłe Greki w dymie wytępię żelazem». Tak rzekł i tymi słowy zachęca swe konie:
— «Lampie szlachetny, Ksancie, Podargu, Ajtonie,
Nuż dziś godnie waszemu wysłużcie się panu! Wszak Andromacha moja, królewskiego stanu,
Sama wam niesie obrok, dostarcza napoju,
I ilekroć do domu powrócicie z boju,
Pierwej zawsze pamięta o wasze wygody,
Niźli o mnie, choć jestem jej małżonek młody. Natężcież teraz siły, żebyśmy dostali
Lub Nestora puklerza (świat go cały chwali,
Bo sam złoty i jego rękojeść jest złota),
Lub kirysa Tydejda, na którym robota
Hefajsta wszystkie swoje wyraziła cuda. Jeśli nam te dwa łupy dziś zdobyć się uda,
Tej nocy wsiadłszy Grecy na szybkie okręty,
Nazad wracając, morskie poorzą zamęty… Tymi on słowy serca swym koniom dodaje. Natychmiast aż do rowu odparci Danaje. Hektor na czele swoich śmiałym stąpał krokiem,
Naokoło rzucając zapalonym okiem. A jako gdy pies żwawy lwa ściga lub dzika,
Wszystkie zważa obroty swego przeciwnika,
Skąd łatwiej pochwycony być może zwierz srogi,
Czyli go za bok urwać, czyli też za nogi:
Tak Hektor ściga Greki, trupem ziemię kryje
I z pierzchających szyków ostatniego bije. Kiedy już za okopy przeszli i za rowy,
I pod orężem Trojan wielu dało głowy,
Stają, zachęcają się, ręce w górę wznoszą
I bogów nieśmiertelnych o ratunek proszą.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia