Daj pomstę nad tym, co zdradził szkaradnie,
Niech zwodnik Parys trupem z mojej ręki padnie,
By się wiek przyszły brzydził tym, co przyjaźń skaził,
I, gość w domu przyjęty, gościnność obraził». To rzekł i długą dzidą zgubny cios wymierza,
W koniec Parysowego utrafia puklerza;
Choć twarda miedź, tęgiego ciosu nie odpiera,
Przebija puklerz dzida i kirys przedziera,
I z boku wedle wnętrza szatę mu przewierci:
Schylił się zręcznie Parys i wydarł się śmierci. Zatem z pochew Menelaj miecz wyrwawszy silny,
Uderzył nim w przyłbicę. I ten raz był mylny;
Strzaskana w sztuki głownia na ziemię upada. Patrzy w górę, na niebo, w żalu się rozjada:
— «O Zeusie! O z bogów ty najmniej litosny! Mniemałem, że z tej ręki padnie zdrajca sprosny,
Że się pomszczę obelgi: miecz prysnął w kawały,
Dzida próżny raz niosła, zbrodzień został cały». Wraz leci na Parysa, ledwie się nie wściecze,
Chwyta go za przyłbicę i ku Grekom wlecze;
On próżno mocniejszemu opierać się kusi,
Idzie, kształtne wiązanie pod brodą go dusi. I byłby go przeciągnął, chwałę zyskał wieczną,
Gdy Kiprys, odwracając zgubę ostateczną,
Przecina rzemień, jaki zarżnięty wół daje;
Tak goły szyszak w ręce Atryda zostaje,
Który on, kilkakrotnie zakręciwszy, ciska,
A wierni go podnieśli słudzy z bojowiska. Chwyta broń, nowy zamach na Parysa czyni,
Lecz go łatwo ratuje Kiprys, jak bogini:
Uniósłszy okrytego gładysza mgłą ciemną,
Sadza na łożu tchnącym wonnością przyjemną… Atryd podobny do lwa, kiedy się rozhuka,
Biega pośród zastępów i Parysa szuka,
Ale żaden pokazać nie mógł, gdzie się schronił,
A pewnie by z przyjaźni nikt go nie zasłonił:
Wszyscy się nim jak śmiercią brzydzili Trojanie,
Wtenczas pośród wojsk obu król narodów stanie
I rzecze: «Niech Trojany słowa moje słyszą
I Dardany, i ludy, co im towarzyszą! Zwycięzcą jest Menelaj. Zatem wy i zbiory,
I Helenę oddajcie, i płaćcie pobory. Niechaj to potomkowie usłyszą dalecy». Skończył, głos króla zgodnie potwierdzili Grecy.
Księga IV
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.