lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 142

Iliada - Homer - Strona 142

Wziąwszy raz tak gwałtowny Achilles się zdumiał,
Wystawił przed się puklerz, zląkł się, bo rozumiał,
Że go na wylot przejdzie oszczep Ajnejasza. Nieuważny! Jak próżną trwogą się zastrasza! Nie wie, że zbroja boska, co mu piersi kryje,
Najtęższego człowieka zamachy odbije. Teraz jej Ajnejasza dzida nie przedarła,
Złota ją zatrzymała blacha i odparła… Wtedy z kolei pocisk Achilles wymierza
I górny brzeg utrafia gładkiego puklerza,
Gdzie z cienką miedzią lekki rzemień się umieszczał;
Przebił go pelijoński jesion — ten zatrzeszczał;
Ajnejasz zebrał członki, do ziemi się schylił,
Wystawił przed się puklerz i tak cios omylił,
Który mu tuż nad samym grzbietem lecąc, warczy;
Tkwi w ziemi, potrzaskawszy dwa obwody tarczy. Powstał, ale strach wielki rycerza zamroczył,
Kiedy tak blisko siebie grot straszliwy zoczył. Pelid miecza dobywa i głośno wykrzyka,
Z nowym ciosem na swego bieżąc przeciwnika. I Ajnejasz w zapale męskim nie ostygnął,
Silną ręką ogromny kamień z ziemi dźwignął:
Dzisiaj dwóch ludzi wspólna nie ruszy go praca,
On go sam i podnosi, i łatwo obraca. I byłby Achillowi, co na niego wpadał,
Lub w puklerz, lub w przyłbicę raz nielekki zadał,
Bo od śmierci w swej zbroi życie miał bezpieczne;
Pelid by go zaś mieczem w cienie wtrącił wieczne,
Gdy Posejdon, co bitwie przyglądał się bacznie,
Bogom swoją troskliwość tak wyrażać zacznie:
— «Żałuję Ajnejasza, nieśmiertelne bogi! Wkrótce zwalon odwiedzi czarne Hada progi. Porwał się na Pelida zwiedziony od Feba,
A teraz opuszczony, gdy mu wsparcia trzeba. Ale za cóż niewinny ma za winnych ginąć,
On, który dnia jednego nie może przeminąć,
Aby nie uczcił panów górnego siedliska? Oddalmy śmierć od niego, która tak jest bliska. Zeus by na to sarknął, gdyby się miał zwalić:
Przeznaczenie wyroków jego chce ocalić,
By Dardana zupełnie lud się nie zagubił. Jego najbardziej Kronid ze wszystkich polubił
Dzieci, które mu ziemskie piękności powiły. Już niebu ród Pryjama od dawna niemiły,
Ajnejasz będzie z chwałą rządził Trojan ziemię
I syny jego synów, i późne ich plemię». Wspaniała Hera zdanie swoje tak ogłasza:
— «Ty sam radź, królu morza, wzlędem Ajnejasza,
Czy go zachować jako cnotliwego męża,
Czy pozwolić, by zginął z Achilla oręża. Mnie się w to nie przystoi mieszać ni Palladzie:
Uroczyście na bogów przysięgłyśmy radzie,
Że dłoń nasza nikogo z Trojan nie ocali…»
To słowo usłyszawszy, władca morza śpieszy
Wśród świszczących oszczepów i walczącej rzeszy,
Gdzie Ajnejasz i boski Achilles bój toczył. Zaraz wzrok rycerzowi greckiemu zamroczył;
Z Ajnejasza puklerza jego ręką dzida
Wyjęta i złożona przy stopach Pelida. Dźwignąwszy Trojanina pchnął bożek przychylny:
Od niego rycerz dostał taki popęd silny,
Że lecąc z miejsca bitwy nad polem szerokiem,
Liczne roty i wozy jednym przebył skokiem
I do ostatnich rzędów został zaniesiony,
Gdzie zbroje przywdziewały do boju Kaukony. Tam się Posejdon zbliża do Anchiza syna
I takimi rycerza słowy upomina:
— «Kto cię z bogów obłąkał?
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia