W złotym Zeusa domu wspartym na obłokach
Zebrane radzą bogi o wiecznych wyrokach;
Przypijają czaszami, nektar Hebe toczy,
A na trojańskie mury obrócili oczy. Wtedy Kronid, by dumną swą żonę rozdąsać,
Chytre czyniąc docinki, zaczął ją przekąsać:
— «Dwie boginie Menelaj na swej liczy stronie,
Ma pomoc i w Palladzie, i w mej wzniosłej żonie,
Lecz je bawią Olimpu rozkoszne pałace,
I tylko na rycerskie jego patrzą prace;
Zaś matka śmiechów zawsze, gdzie jej Parys luby;
Teraz nawet od bliskiej wydarła go zguby. Wszakże nikt Atrydowi zwycięstwa nie przeczy:
My radźmy, jaki obrót mają wziąć te rzeczy,
Srogichli bojów pożar na nowo rozszerzem,
Czyli dwa ludy wiecznym złączymy przymierzem? Jeżeli rada bogów zdanie to pochwali,
Tak się i możne miasto Pryjama ocali,
I Atryd żonę weźmie krom wszelkiej zatargi». Na te słowa z Palladą Hera gryzły wargi,
W obu piersiach przeciwko Troi złość zaciekła. Siedziały blisko siebie: Pallas nic nie rzekła,
Chociaż ją w głębi serca straszliwy gniew zjada;
Hera wstrzymać nie może i tak odpowiada:
— «Twardy Kronosa synu, jakież słowa twoje? Także więc próżne będą me prace i znoje? Pozajeżdżałam konie, zgromadzając sama
Wojska greckie na Troi zgubę i Pryjama. Czyń, jeśli się poróżnić żądasz z niebem całem». A na to chmurowładca tak mówi z zapałem:
— «O zajadła bogini, cóż Pryjam lub syny
Zgrzeszyły przeciw tobie? Jakie są ich winy,
Że tak zawzięcie dążysz na zniszczenie Troi? Wtenczas twoja podobno zemsta się ukoi,
Gdy w miasto wszedłszy, które jest Azyi cudem,
Pożresz surowo króla z synami i z ludem. Nasyć twoją nienawiść! Niechaj od tej pory
Obojga nas nie różnią więcej przykre spory. Ty zważaj, bo ci moje chcę myśli wynurzyć:
Jeśli ja przedsięwezmę jakie miasto zburzyć,
Gdzie mają ludzie tobie przyjemni mieszkanie,
Nie wstrzymuj gniewu mego, nie wstawiaj się za nie. To ja ci miasto daję z niemałym zmartwieniem. Ze wszystkich miast pod słońcem i nieba sklepieniem
Najmilszy sercu memu Ilijon potężny
I król trojański Pryjam, i lud jego mężny;
Tam ofiary, tam święte czynią mi obrzędy
I wszystkie nieśmiertelnym należyte względy». Na to Hera wielkimi oczyma wspaniała:
— «Trzy miast kocham, tem sobie nad inne wybrała:
W Argos, w Sparcie, w Mykenach mam rozkosz jedyną,
Lecz gdy ci nienawistne będą, niechaj zginą… Lecz niech i ja cierpię w chęciach mych zawodu,
Bom bogini, bom z tobą jednego jest rodu,
Jako córka Kronosa słusznie uwielbiona,
I stąd niemniej czci godna, żem Zeusa żona. Wszyscy jednak twe berło najwyższe uznajem. Odtąd my sobie chciejmy ulegać nawzajem:
Ty bądź dla mnie, ja będę uczynną dla ciebie,
A tak się naszej woli nic nie oprze w niebie. Teraz zaś bez odwłoki daj rozkaz Atenie,
Niech zaszłą między ludy ugodę rozżenie;
Niech Troja z jej namowy, pomimo przymierzy,
Na Greki świeżą chwałą wyniosłe uderzy». Takie były królowej Olimpu żądania.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.