lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 167

Iliada - Homer - Strona 167

Niech ci pamiątką będzie Patrokla pogrzebu:
Podobało się wziąć go z oczu naszych niebu! Tę ja ci czarę dzisiaj ofiaruję darem,
Bo będąc przygnieciony tylu lat ciężarem,
Nie uzbroisz się w rzemień, ni pójdziesz w zapasy;
Bieg, oszczep nie dla ciebie: już to nie twe czasy». Daje mu upominek, on chętnie odbiera:
— «Prawda z twoich ust, synu, odzywa się szczera:
Wyzuła mnie z młodości sił starość niewdzięczna,
Nogi moje ściężały, prawica niezręczna,
Czemuż we mnie ta czerstwość dziś nie odmłodnieje,
Jaką miałem, gdy mężni składali Epeje
Amarynkeja, króla, w podziemne siedliska,
A syny na cześć ojca sprawiały igrzyska! Nikt mi do chwalebnego nie zrównał zawodu
Ni z Pylów, ni z Epejów, ni z Etolów rodu… Taki byłem — dziś młodym ten zaszczyt pozostał. Poddaję się starości smutnej, już czas minął,
Kiedym ja świetnie między bohatery słynął. Ty pójdź kończyć twojego obchód przyjaciela:
Wdzięcznie biorę, co twoja przyjaźń mi udziela;
Widzę, że Nestor zawsze w sercu twym się mieści. Znając, do jakiej prawo mam u Greków cześci,
Oddałeś należyty zaszczyt siwej głowie. Niechaj ci ten uczynek nagrodzą bogowie». Wysłuchawszy pochlebnej Nestora pochwały,
Idzie w koło Achilles, gdzie Greki siedziały,
I nowe im zachęty wystawia przed oczy:
— «Kto, w twardy rzemień zbrojny, krwawą walkę stoczy? Sześcioletnia i trwała na prace mulica,
Którą ledwie najtęższa uchodzi prawica,
Związana stoi w środku, zwycięzcy nagrodą;
Puchar zwyciężonemu nieszczęścia osłodą»… Rzekł. Widzi zgromadzenie ogromnego chłopa:
Wstał biegły w takich walkach Epej, syn Panopa,
Schwycił ręką mulicę i rzekł wpośród rzeszy:
— «Niech po ten piękny puchar kto inny pośpieszy:
Mulicy nikt mi z Greków nie wydrze i mniemam,
Że równego w tej walce przeciwnika nie mam…»
Milczą, tak ich Epeja zastraszyła ręka;
Sam się syn Mekysteja Eurial nie lęka. Troskliwy o zaszczyty swego przyjaciela,
Śmiałego z siebie jeszcze Diomed ośmiela:
On w nim dobrą nadzieją ochotę podwoił,
Sam przepasał, sam jego prawicę uzbroił. Weszli w koło, twardymi obciążeni pasy,
I oba, wzniósłszy ręce, z wielkimi hałasy
Stoczyli bój, zmieszanym grożąc sobie ciosem. Bite szczęki gwałtownym jęczały odgłosem,
Pot hojny płynął, każdy swą sztukę wysilił. Wpadł Epej, a Eurial głowę w tył nachylił,
Ale próżno się chronił przed natarciem śmiałem:
Wziął ciężki raz i wielkim okrył ziemię ciałem. Jak skacze wyrzucona na brzeg burzą czarną
Ryba, którą wnet morskie bałwany ogarną:
Tak się Eurial, wziąwszy raz ogromny, wzdrygnął,
Skoczył i padł; zwycięzca Epej go podźwignął. Zaraz i w przyjaciołach miał pomoc gotową;
Wlecze nogi, krwią pluje, słabą chwieje głową. Puchar, osłodę klęski, wziął jeden z młodzieży,
On na stronie, bez ruchu, nieprzytomny leży. Jużci nowe nagrody Greków serca łechcą,
Dla tych, co trudną walką zapasu pójść zechcą:
Trójnóg dostatnie szermierz najpierwszy w tym boju,
Dwunastu wołów ceny, a w nagrodę znoju
Dziewicę wartą cztery woły, kto ulegnie…
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia