Tymczasem, kiedy Patrokl lekarstwem zasila
Okrutnie ranionego w boju Eurypila,
Coraz więcej się w rzezi zażerają strony. Już Grekom rów głęboki i mur wyniesiony,
Którym flotę i zdobycz swoją zasłonili,
Bardzo się słabą staje obroną w tej chwili. Wynieśli oni mury, wykopali rowy,
Zaniechawszy wprzód bogom miłe bić stugłowy:
Przeto w niedługim czasie rozpoczęte dzieło
Bez woli nieśmiertelnych smutny koniec wzięło… Przy owym murze z strasznym krzykiem lud się rzeże,
Od silnych grotów trzeszczą w swych spojeniach wieże. Okrutny bicz Zeusa poczuwszy nad głowy,
Za okopy się Grecy chronią i za rowy,
Lękając się gromiącej Hektora prawicy,
Który na kształt gwałtownej idzie nawałnicy. Jako lew lub odyniec, gdy nań śmiałym krokiem
Nastąpią psy i męże, krwawym błyska wzrokiem,
Oni się dzielą w czworgran, tak zewsząd na zwierza
Brzemię silnych pocisków mnóstwo rąk wymierza,
Lecz mężnego w nim serca podły strach nie zmiesza,
Nie cofa się, i zgubę męstwo mu przyśpiesza… Tak wszędzie biega Hektor, wściekły na Danaje,
Iżby rów przeskoczyli, swym serca dodaje. Nie śmią jego rumaki bystrym sławne biegiem,
Ale rżą przeraźliwie nad przepaści brzegiem. Trudno ten rów przestąpić, trudno go przeskoczyć;
Nie zaniedbali Grecy zewsząd go otoczyć
Pochyłą wysokością, a niezmierne doły
Wał umacnia, ostrymi nasrożony koły. Tęgi odpór, niełatwo do niego się zbliży
Ani jeździec waleczny, ani rumak chyży;
Piesze jednak zastępy chciały go przesadzić,
Gdy roztropny Polidam tak zaczyna radzić:
— «Hektorze! I wy, Trojan i przyjaciół głowy! Płocho my chcemy końmi przeskoczyć te rowy. Z obydwu stron wał ostry przystępu nie daje
I mur ogromny, który wynieśli Danaje. Trudno tu przejść z wozami, a którzy by wbiegli,
W takiej walcząc cieśninie, pewnie by polegli… Więc zbawienniejszej rady słuchajcie, wodzowie! Niech z wozy powoźniki zostaną przy rowie,
My w ścisłych rotach idźmy za Hektora krokiem. Nie wstrzymają nas Grecy, jeżeli wyrokiem
Dziś dla nich przeznaczona ostatnia zagłada». Podobała się dobra Hektorowi rada,
Więc zaraz skoczył z wozu w świecącej się zbroi;
Nikt nie został na wozie z bohaterów Troi,
Skoczyli za Hektorem rycerze zuchwali,
Stróżom koni przy rowie stanąć rozkazali,
A na pięć rot ogromnych wszystkie dzieląc siły,
Idą, gdzie ich waleczne wodze prowadziły. Najliczniejsi, najwięksi rycerze wychodzą
Pod znakiem Polidama i Hektora wodzą;
Ci pragną jak najprędzej zwalić mur warowny,
I przy samych okrętach stoczyć bój gwałtowny… Idą: wielki ich Hektor i Polidam grzeją,
Aż nagle się wstrzymawszy nad rowem, dumieją. Już go myślą przeskoczyć, kiedy wzrok młodzieży
Straszna uderza wieszczba: oto orzeł bieży
Z obłoków, przedzielając wojska w lewej stronie. Skrwawionego on węża w silnej ujął szponie;
Ten drga, żyjący jeszcze, a srodze zawzięty,
Choć był ostrymi orła pazurmi przejęty,
Wykręciwszy się z tyłu, w szyję go ujada;
Puszcza go ptak raniony, wąż wśród wojska pada,
A orzeł w chmurach smutne wydając odgłosy,
Na skrzydłach bystrych wiatrów leci pod niebiosy.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.