Niechaj ten dzidą w polu nieprzyjaciół zmiata,
Kogo ogniem kwitnące podżegają lata». Skończył, a król z pociechą serca dalej śpieszy,
Aż nareszcie przychodzi do ateńskiej rzeszy;
Lecz nic przy Menesteju boju nie oznacza:
Bezczynny wódz, bezczynne wojsko go otacza. Tuż Itak, wielki radą, niezmordowan trudem,
Walecznych Kefallenów otoczony ludem;
Jeszcze do nich wojenne nie doszły okrzyki,
Gdyż dopiero się właśnie poruszały szyki
Trojan, jeźdźców odważnych i greckich rycerzy. Czekali więc, aż który wprzód zastęp uderzy
I zaczynając bitwę na Trojan poskoczy. Agamemnon im gnuśność wyrzuca na oczy:
— «Krwi Peteja, którego Zeus kochał wiele,
I ty, co zawsze chytre przemyślasz fortele,
Czemu z dala stoicie? Nie szukacie znoju? Czekacie, aż was drudzy uprzedzą do boju? Wam pierwszym należało mężnie zacząć sprawę
I Aresową w polu poruszyć kurzawę,
Jak was pierwszych przyzywam do mojego stołu. Bo gdy się zgromadzają wodzowie pospołu,
Dobrze wam zgotowana smakuje biesiada,
Dobrze się wino spija, dobrze mięso zjada;
Lecz gdy mężnie wystawić trzeba w polu życie,
Dziesięciu się uprzedzić wodzom dozwolicie». Wskróś Odyseusza takie wymówki przebodły:
— «Do mnież — rzekł — królu, wyrzut obracasz tak podły? Namże wymiatasz gnuśność do rycerskiej sprawy? Niech się tylko z Trojany rozpocznie bój krwawy,
Chciej patrzyć, a nie będzie tajne twemu oku,
Że Odyseusz nikomu nie ustąpi kroku;
W najpierwszym rzędzie ojciec Telemacha stanie,
A ty wstydzić się będziesz za tak płoche zdanie». Poczuł Atryd, że wyraz ten z gniewu pochodzi,
Więc z uśmiechem tak pierwsze wyrzuty łagodzi:
— «Przemyślny Odyseuszu, cny Laerta synu,
Nie łaję cię, nie grzeję do mężnego czynu. Wiem, że w roztropne rady twoje myśli płodne,
Wiem, że twoje uczucia z moimi są zgodne. Niechże słowo zbyt prędkie nie wzbudza niechęci,
Niech je bogi na zawsze wygładzą z pamięci… Jak gdy ogromną paszczą morze wiatr ozionie,
Pędzą wały ku brzegom poruszone tonie,
Najpierwej się na głębi zbierają bałwany,
Wnet ziemię hukliwymi szturmują tarany
I wzdąwszy się, nad góry wznoszą się skaliste,
Daleko wybuchają słoności pieniste:
Tak skupione do boju greckie wojsko śpieszy. Każdy z osobna swojej wódz przoduje rzeszy,
A najgłębsze milczenie w tylu mężów tłumie:
Sądziłbyś, że tak liczny lud mówić nie umie. Tym szanują milczeniem przewodniki swoje;
Naokoło blask świetne rozstrzelają zbroje… Z jakim się owce w stajni odzywają bekiem,
Gdy z wymion ich naczynia napełniają mlekiem,
A mać na głos jagnięcia swego odpowiada:
Z takim się wrzaskiem Trojan porusza gromada. Niesfornymi powietrze rozlega się krzyki:
Różne ludy różnymi wołają języki,
Aresa lub Palladę ma za sobą strona;
Wszędzie Bojaźń i Popłoch, Niezgoda szalona,
Co nigdy krwi niesyta, za wojnami dyszy,
Sroga siostra, srogiemu bratu towarzyszy:
Mała ona w początkach, wnet w górę się wzbije,
Nogami depce ziemię, głowę w niebie kryje;
Ta zajadłą nienawiść w serca ludu wlewa
I przechodząc przez roty, do mordów zagrzewa.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.