Gdzie najbardziej lud zmieszan, Patrokl ku tej stronie
Z przeraźliwym okrzykiem swoje pędzi konie:
Wywracają się wozy, trzaskają się koła,
A strąconych rycerzy w piasku grzęzną czoła. Już bieguny, którymi obdarzyły bogi
Peleja, rów lekkimi przeskoczyły nogi,
Chciwe na drugiej stronie śmierć i postrach szerzyć. Hektora szuka Patrokl, jego chce uderzyć,
Lecz go prędkie uniosły konie na przestrzeni. A jako chmury, w mglistej zebrane jesieni,
Obfite wylewają potoki na ziemię,
Gdy gniewny Zeus ukarać chce przestępne plemię,
Kiedy, z pogardą bogów, na świętym urzędzie
Krzywe czynią wyroki niegodziwe sędzie;
Nagłym wzdęte ulewem potoki się wzbiorą,
Mdłą dla nich najsilniejsze groble są zaporą;
Przełamawszy je, z szumem pędzą w morze wody,
Niszcząc domy i drogie pracy ludzkiej płody:
Taki się szum rozlegał w trojańskim szeregu,
Takie jęki ich konie wydawały w biegu. Ale nie tu się Trojan zakończyła nędza:
Zabiega im od miasta, ku flocie napędza,
Między rowem i rzeką trwożne zbija kupy
I za Greków zabitych liczne ściele trupy… Widząc na ziemi ległe swoje wojowniki,
Zapalony Sarpedon tak woła na Liki:
— «Gdzie pierzchacie? Ach! Waszą uznajcie ohydę! Ja przeciwko zwycięzcy temu prosto idę,
Ja chcę zaraz doświadczyć jego ręki siły,
Której pociski tylu Trojan obaliły». Rzekł i natychmiast z wozu w świetnej skoczył zbroi. I Patrokl, to postrzegłszy, na wozie nie stoi,
Skoczył — oba na wszystkie biorą się sposoby. A jak z ostrymi szpony i z krzywymi dzioby
Sępy z hałasem walczą na wyniosłej skale:
W takim idą rycerze na siebie zapale. Widząc tej bitwy skutek, niebios pan wzruszony
Tak się do swej odzywa i siostry, i żony:
— «Zbliża się smutna chwila przeznaczona losem,
W której ma lec Sarpedon pod Patrokla ciosem. Dwoiste we mnie myśli wzbudza jego dola:
Czyli go unieść z tego fatalnego pola
I posadzić w zamożnej likijskiej krainie,
Czy przystać, że od tego bohatera zginie? Gniewna Hera: — «Kronosa potomku surowy! Mogąż mieć dzikie myśli wstęp do twojej głowy? Od śmierci śmiertelnego chcesz zbawić człowieka,
Którego wszędzie Mojra niepochybna czeka? Czyń, lecz bądź pewny bogów powszechnej niechęci,
A co ci powiem, dobrze zachowaj w pamięci! Jeśli Sarpedon żywy powróci do domu,
Któryż z bogów nie zechce z krwawego pogromu
Ocalić swego syna? Mnóstwo ich pod Troją,
I każdy z nieśmiertelnych będzie za krwią swoją. Lecz by twój żal ukoić, kiedy ci tak luby,
Pozwól, niech od Patrokla nie uniknie zguby,
Ale gdy pod zwycięskim orężem już skona,
Niech go słodki Sen weźmie i Śmierć na ramiona
I zaniosą do krajów Likiji obszernych. Tam otoczon od braci i przyjaciół wiernych
Ich łzami uczczon będzie; ci mu pogrzeb sprawią
I grobowiec na wieczną pamiątkę wystawią». Poddał się Kronid losów nieodzownej sile,
Lecz ostatnie czcząc syna kochanego chwile,
Który miał z dala zginąć od krain ojczystych,
Hojną rosę na ziemię w kroplach spuścił krwistych.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.