lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 20

Iliada - Homer - Strona 20

Tę on zyskał nagrodę rycerskiego znoju,
Kiedy Lirnes i Teby wziął po długim boju:
Kiedy wszystkich celując odważnymi czyny,
Epistrofa, Mineta, zbił Ewena syny:
Tam on siedział, w okrutnym pogrążony bolu,
Lecz wnet się miał pokazać na marsowem polu. Co Filakę i grunta Pirrazu kwitnące,
I Itonę, gdzie owiec pasą się tysiące,
I nadmorskiej dzierżyli przestrzenie Antrony,
I Ptelej w swem dziedzictwie rachują zielony;
Te, póki żył, przywodził Protezylaj siły,
Lecz teraz go już czarne przygniatają bryły:
A tak niewcześnie w smutnym pochowany grobie,
Dom bez podpory, żonę zostawił w żałobie. Gdy pierwszy z Greków na brzeg trojański wysiadał,
Wtedy mu jeden z Trojan raz śmiertelny zadał. Nie brakło wojsku wodza, stał Podarces mężny;
Ojciec tego rycerza był Ifikl potężny,
W Filace panujący, a w trzody bogaty,
Jednak pierwszego wodza żałowało straty:
Więcej bowiem brat starszy Protezylaj znaczył. Tak, choć na czele męża dzielnego obaczył,
Z pierwszego straty, nie był żołnierz bez boleści:
Za nim przybyło czarnych okrętów czterdzieści. Lud, co ma Jolk mocny, co Glafirę orze,
Męże z Fery i z Beby, przy Beben jeziorze,
Ci pod synem Admeta, naw dwanaście wiodą,
Matka jego Alcesta, najpierwsza urodą:
Nieśmiertelna z cnót swoich płci pięknej zaleta,
A z Peliasa córek najmilsza kobieta. Melibeę, Metonę dzierżący lud śmiały,
Taumacją i ostre Olizonu skały,
Mężny wiedzie Filoktet: on strzelaniem słynie,
Ma siedem naw, piędziesiąt ludzi w każdej płynie,
A wszyscy zręczni strzały wypuszczać z cięciwy. Ale w Lemnie Filoktet leżał nieszczęśliwy. Tam wielkiego Achiwi zostawili męża,
Skaleczonego żądłem jadowitym węża. Tam on leżał strapiony: wszakże w czas niedługi
Wspomnieli o nim Grecy, wezwali usługi. Choć ma Medona, z Reny Oileja syna
Pierwszego jednak wodza z żalem lud wspomina. Których kraj Itom górny i Tryka obfita,
I Echalia miasto sławnego Euryta;
Tych wiodą, biegli w sztuce, sławni Marsa czyny,
Podalir i Machaon, Eskulapa syny,
Lekarze zręczni ludzkie uśmierzać boleści. Za nimi przypłynęło okrętów trzydzieści. Lud, co Ormen dziedziczy nad Hipery brzegiem,
Asterion i Tytan obsypany śniegiem,
Temu syn Ewemona mężny przewodniczy,
Eurypil, a czterdzieści naw pod sobą liczy. Lud w Argissie, w Girtonie, w Orcie zamieszkały,
Trzymający Elonę i Olosson biały,
Stawia silny Polipet: na nim pyszna zbroja,
Dziadem on ma Jowisza, ojcem Pirytoja. Kiedy Centaurów srogie ukarał potwory,
I z Pelionu przegnał na etyckie góry,
Z Hippodamii tym się synem uweselił. Lecz nie sam był na czele: bo władzę z nim dzielił
Leontej, Aresowy uczeń, syn Korona. Z nimi przyszła z czterdziestu naw flota złożona. Dwadzieścia dwie naw Gunej przywiódł do potrzeby. Za nim szły Enijeny i mężne Pereby,
I ci, co żyli w zimnej Dodony krainie,
I co trzymali niwy, gdzie Tytares płynie,
Który w Peneju rzekę nurtem wpada czystym,
A nie miesza wód z jego potokiem srebrzystym,
Płynąc wierzchem jak olej; z Styksu też wytryska,
Którego próżno bogi nie wezwą nazwiska.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia