Nieraz go w potrzebie orężnej widziałem,
Szczególniej, gdy nadludzkim uniesień zapałem
Rżnął Greki, na okręty śmiałym wpadał krokiem:
Myśmy na to zdumionym poglądali okiem. Gniewny na króla Pelid wstrzymał nas od boju,
Któremu ja w rycerskim towarzyszę znoju. W jednej przybyłem nawie; ojciec mój, bogaty
Poliktor i długimi obciążony laty,
Sześciu miał synów: innych trzyma dom spokojny,
Mnie jednego z Achillem los wysłał do wojny. Wyszedłem nieprzyjaciół obrotów dociekać. Już Grecy dłużej szturmu nie myślą przewlekać…»
— «Gdy w tobie towarzysza Achilla oglądam
Rzekł Pryjam — mów rzetelnie, co ja wiedzieć żądam
Jestli mój syn u floty? Powiedz mi otwarcie,
Czy go, w sztuki pociąwszy, dał psom na pożarcie?»
Na to Hermes: — «Zrzuć, starcze, troski nadaremne! Nie tknęły się go ptaki, ni bestyje ziemne… W szczególnej on zostaje u bogów obronie:
Kochali go za życia, kochają po zgonie». Rzekł, a starzec z radosnym czuciem odpowiada:
— «Dobrze czyni, kto bogom winne dary składa. Nigdy mój syn (ach! smutna wzięła go potrzeba!)
Nie zapomniał w swym domu o mieszkańcach nieba;
Oni na łonie śmierci względni nam wzajemnie. Lecz proszę, chciej tę piękną czarę wziąć ode mnie. Bądź mi wsparciem, bogowie błogosławią cnocie,
Jedź i postaw mnie w samym Achilla namiocie!»
Na to Hermes: — «O starcze, kusisz mój wiek młody! Ale żadne nie mogą skłonić mnie powody
Wziąć z darów dla Achilla jaki upominek. Miałby złe bardzo skutki takowy uczynek. I jaż bym z jego krzywdą bogacić się życzył? Tobie, choćby do Argos, będę przewodniczył
Morzem, lądem, jak zechcesz; a przy takiej straży
Nikt się na ciebie ręki podnieść nie odważy». Po tej rozmowie lekkim skokiem na wóz wsiada,
Bierze bicz z ręki starca, lejcem żywo włada,
A i w muły, i w konie wlewa zapał nowy. Widzą przed sobą wieże i głębokie rowy,
Tam ucztę gotowały straż mające Greki;
Im przesłodki sen Hermes spuszcza na powieki. Już wrzeciądze odjęte, już otwarta brama
Z bogatymi darami wprowadza Pryjama. Otóż namiot Achilla: w górę go wywiodły
Wierne Ftyjoty, ściąwszy niebotyczne jodły;
Lud mieszkanie rycerza balami ukrzepił,
A dach zebraną trzciną na łąkach zasklepił. Z gęstych go palów parkan otaczał dokoła,
Rygiel drzwi ledwie mężów trzech podważyć zdoła:
Pelid się tylko nad nim bynajmniej nie silił,
Sam i łatwo go zamknął, i łatwo odchylił. Więc Hermes, co go twórcą korzyści świat głosi,
Wtenczas ciężką zaporę dla starca podnosi,
Wprowadza wiozącego upominek drogi,
Skacze z wozu i takie daje mu przestrogi:
— «Jestem Hermes. Przyszedłem tu z Zeusa mocy,
Abym ci w twojej drodze użyczył pomocy… Idź, chwyć nogi rycerza, nie przestawaj błagać
Przez ojca i przez matkę, pięknym kształtną włosem,
I przez syna, by nad twym zlitował się losem». Gdy tak razem ostrzeże starca i pocieszy
Hermes, znów do Olimpu wyniosłego śpieszy. Pryjam wysiadł na ziemię, został Idaj czuły,
Aby pilnował z wozem rumaki i muły.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.