lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 112

Iliada - Homer - Strona 112

Kiedy ci przy okręcie zwodzą bój okrutny,
Przed obliczem Achilla staje Patrokl smutny;
A jako zdrój spod skały hojne wody toczy,
Tak obfitymi łzami płyną jego oczy. Wzruszon Pelid tak mówić do niego zaczyna:
— «Patroklu! Czemu płaczesz, jak mała dziewczyna,
Która za matki śladem drobnym krokiem goni,
Chwyta ją za skraj szaty i rzewne łzy roni,
I twarzą jej przesyła chęci niemowlęce,
Aż ją zmiękczona matka weźmie na swe ręce. Ach! Tak miękkie łzy płyną Patroklowi memu. Czy zwiastujesz co wojsku? Czy też mnie samemu? Czyś odebrał wieść jaką smutną po kryjomu? Ale mówią, że żyje Menojtijos w domu;
Że Pelej Myrmidony rządzi w szczęściu, w chwale:
Ich by śmierć najdotkliwsze sprawiła nam żale. Czy nad Grekami płaczesz, że przy nawach giną? Własną oni ściągnęli te nieszczęścia winą. Lecz mów! Oba wszak sobie jesteśmy najszczersi». Na to Patrokl, westchnąwszy z głębokości piersi:
— «Daruj łzom, najmężniejszy z Greków, przyjacielu! Trudno ich nie wylewać wśród nieszczęść tak wielu… Oby nigdy gniew taki nie zajął twej duszy! Godnaż chwały w złym stałość? Nic cię więc nie wzruszy? Jeśli Greków nie wesprzesz w tak okrutnej dobie,
Któż z rąk twych będzie pomoc obiecywał sobie? Gniew ten ród boski w tobie ściera do ostatka:
Nie jest Pelej twój ojciec ni Tetys twa matka,
Ale cię wyrzuciły groźne morza wały,
Albo tak twarde serce z twardej kute skały. Jeśli niechęć do boju wyrok w tobie sprawił
Lub jeśli ci co Zeus przez matkę objawił,
Pozwól, niechaj ja pójdę z mężnymi Ftyjoty
I za bogów pomocą zbawię greckie roty. Daj twą zbroję! Trojanin, tę ujrzawszy postać
I mnie biorąc za ciebie, nie będzie śmiał dostać,
Wstrzyma zapęd; Grek wytchnie, gdy wsparcie obaczy,
A i lekkie wytchnienie wiele w boju znaczy. Kiedy świezi wpadniemy na lud zmordowany,
Samym krzykiem odeprzem pod miasto Trojany». Tak Patrokl do Achilla tkliwy głos zanosił. Nieszczęśliwy! Nie wiedział, że o zgubę prosił. Pelid, ciężko wzdychając, tych słów mu udziela:
— «Cóż ja to z ust mojego słyszę przyjaciela? Ani wyrok do boju niechęć we mnie sprawił,
Ani mi też co Zeus przez matkę objawił,
Lecz mi stoi w pamięci męża czyn gwałtowny. Co za hańba! Rownego śmiał pokrzywdzić rowny
I użyć władzy swojej na gwałtu narzędzie! Ta obelga niełatwo w sercu startą będzie:
Owoc mych trudów, dana po dobyciu miasta,
Gwałtem z rąk przez Atryda wydarta niewiasta… Ale przeszłe zostawmy rzeczy w niepamięci,
Nie przystoi mi w wiecznej uprzeć się niechęci! Powiedziałem: nie pierwej skrócę gniew zawzięty,
Aż bitwa o tesalskie otrze się okręty… Teraz idź, wpadnij na nich, Patroklu waleczny,
Oddal od floty greckiej wyrok ostateczny,
By nie rzucili na nią ognistej pożogi
I nie przecięli wojsku do powrotu drogi!… A gdy od naw odeprzesz Trojan, wracaj do mnie,
Choćby ci szczęścił Zeus, użyj szczęścia skromnie
I staraj się powściągać twą zwycięską dzidę! Beze mnie walcząc, moją zwiększyłbyś ohydę. Niechże twojego serca zwycięstwo nie poi,
Strzeż się wojska prowadzić aż pod mury Troi!…
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia