lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 132

Iliada - Homer - Strona 132

Teraz bądźcie powolni mym słowom, rycerze:
Niechaj każdy posiłek na miejscu swym bierze
I pilnując obozu w polu czuwa zbrojny… Rano, skoro Jutrzenkę różopalcą zoczym,
Uzbrojeni, przy nawach srogą walkę stoczym. Jeśli prawda, że w pole Achilles wychodzi,
Chciwie żądając boju, sam on sobie szkodzi. Ja przed nim nie ustąpię, mężnie mu dostoję:
Albo mam głowę jego, albo on ma moję;
Jeden się z nas uwieczni. Ares słusznie włada:
Kto chce zwalić drugiego, sam częstokroć pada». Rzekł; mowę tę z okrzykiem przyjęli Trojanie. Głupi! Pallas im zdrowe odebrała zdanie:
W Hektorze źle radzącym swoją ufność kładą,
A pogardzają dobrą Polidama radą. Biorą posiłek, czujnie na obozy baczą,
Przy Patroklu zaś całą noc Achaje płaczą. Łono jego Achilles w silnych cisnąc rękach,
Bez przerwy smutne jęki wydawał po jękach. A jak lew, gdy mu dzieci skryte w gęstym lesie,
Przedarłszy się do kniei myśliwiec uniesie,
Nie widząc ich, wróciwszy, srodze się zasmuca,
Potem ryczy okropnie i wściekły się rzuca
Obiegając doliny za śladem człowieka:
Tak, między nimi jęcząc, Achilles narzeka:
— «Biada mi! Jakżem strasznie zawiódł mego druha
Menojtia, gdy odchodząc dodawałem ducha,
Gdym go ciesząc, zaręczał, że po wzięciu Troi
Syn, pełen sławy, łupów, żal jego ukoi. Ale układy ludzkie bogów niszczy wola:
Obydwu krwią chce wyrok zrumienić te pola. I ja do ojczystego nie wrócę siedliska,
Ni mnie tam Pelej stary, ni Tetys uściska:
Ta mnie zatrzyma ziemia. Lecz kiedy po tobie,
Kochany mój Patroklu, w smutnym mam lec grobie,
Nie wprzódy czarną bryłą twe ciało pokryję,
Aż Hektora, twojego zabójcę, zabiję!…»
Rzekł i do ognia trójnóg przystawić zalecił
I obmyć martwe ciało, które kurz oszpecił. Słudzy wodza ogromne naczynie nalali;
Suchym podsycon drzewem już się ogień pali
I wkoło miedź ogarnia płomieniem gorącym. A skoro wrzeć zaczęła woda w kotle brzmiącym,
Myją ciało i maszczą w pachnące oleje;
Długo oszczędzon drogi sok w rany się leje. Potem kładą na łożu: od głowy trup cały
Okrywa prześcieradło miękkie i płaszcz biały. A kiedy noc rozwlekła ponure zasłony,
Przy Achillu Patrokla płaczą Myrmidony… Tetys tymczasem w domu Hefajstowym staje. Dom ten wśród mieszkań bogów świetnie się wydaje. Nieśmiertelny gmach z miedzi gwiazdami ozdobił
I własną go prawicą kulawy bóg zrobił. W kuźni był, wpośród miechów, z ciężkim w ręku młotem,
Cały pracą zajęty, słonym płynął potem. Razem dwadzieścia pysznych ukształcał trójnogów
Mających przyozdabiać pałac ojca bogów… Zoczy Tetydę Charys pięknie ustrojona,
Krasnych liców bogini, Hefajstowa żona. Bieży mówiąc: — «Cóż naszej radości wyrowna! Dawnoś u nas nie była, bogini szanowna;
Jakież przecie znagliły twe przyjście zamiary? Lecz wnidź i przyjmij wdzięczne gościnności dary». To wyrzekłszy, boginię do domu wprowadza
I na cudnie zrobionym tronie ją posadza,
Na podnóżku ozdobnym noga jej spoczywa. Sama wychodzi zaraz i męża przyzywa:
— «Pójdź, bo Tetyda mówić chce z tobą, o panie»! — «Jakiegoż gościa moje przyjmuje mieszkanie!
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia