lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 116

Iliada - Homer - Strona 116

Gdy dwaj rycerze blisko byli na równinie,
Wraz Trazymed, towarzysz Sarpedona, ginie,
Z trafnej ręki Patrokla utkwił pocisk w brzuchu,
On z wozu wspaniałego stoczył się bez duchu. Znowu mężny Sarpedon silny grot wymierzył,
Chybił Patrokla, konia Pedaza uderzył. Zarżał smutnie, bo w głębi piersi grot utonął,
Wspiął się, nachylił, upadł i życie wyzionął. Traf ten dwa drugie konie przeraził niemało,
Skoczyły, lejc się zwikłał, jarzmo zatrzeszczało:
Koń ich miesza, który się na ziemi wywrócił;
Przecież nieład ten baczny Automedon skrócił,
Odciął mieczem postronki; zaraz Ksant i Bali
Na swym stanęli miejscu i lejca słuchali. Z nowym oba zapałem wznieśli ręce silne,
Lecz w dłoni Sarpedona żelazo omylne,
I tylko, lecąc, pocisk nad ramieniem świsnął. Patrokl zaś grotu z ręki daremnie nie cisnął:
Utrafia tam rycerza dzida zapalczywa,
Gdzie się we wnętrzu serce bezpiecznie ukrywa… Jak buhaj, który licznym stadom przewodniczy,
W paszczęce ogromnego lwa okropnie ryczy,
Tak też Sarpedon jęczał pod Patrokla ciosem,
Wzywając przyjaciela konającym głosem:
— «Kochany Glauku, sławny przez liczne zwycięstwa,
Dziś trzeba ci śmiałości, odwagi i męstwa!… Niestarta by okryła plama imię twoje,
Gdyby Grek odarł z twego przyjaciela zbroje,
Który przy flocie śmiało stawił się ich szykom. Walcz więc mężnie i mężnym dzielnie dowodź Likom»! To mówiącemu czarny cień zamyka oczy… Serce w Glauku te jęki żałosne rozdarły,
I że go próżno wzywa przyjaciel umarły. Wzdycha ciężko, bo w ramię od Teukra zadana,
Gdy walczył na okopie, dolega mu rana:
Wspierając towarzyszów, nie oszczędzał siebie. Więc wzywa boga łuku w tak ciężkiej potrzebie:
— «Czy w Likiji, czy w Troi mieszkasz, wielki boże,
Wszak głos nieszczęśliwego wszędzie cię dojść może! Ulituj się dziś mojej okrutnej niedoli:
Rana ciężka mnie trapi, ramię srodze boli,
Krew płynie i nie władam odrętwiałą dłonią,
Nie mogę dzidy chwycić ani walczyć bronią. Najdroższemu druhowi śmierć zbieliła lica,
Nie ma żadnej pomocy od Zeusa rodzica. Ty więc ból uśmierz, wlej mi siły, ulecz ranę,
Daj, niech mężnie na czele dzielnych Lików stanę,
Bym przyjaciela mego drogich zwłok obronił». Rzekł; Feb do jego prośby łaskawie się skłonił. Tamuje krew płynącą, boleści uśmierza
I wielką siłą piersi napełnia rycerza. Gdy tak miłą odmianę w sobie Glauk obaczył,
Cieszył się, że go prędko bóg wysłuchać raczył,
Zagrzał Lików do walki o ich króla zwłoki;
Potem, Trojan szybkimi obiegając kroki,
Wołał na Polidama, wzywał Agenora,
Mężnego Ajnejasza, wielkiego Hektora,
Na którym świetna z miedzi błyszczała paiża. Do niego się z takimi słowami przybliża:
— «Hektorze! Tyś nietknięty sprzymierzeńców stratą! Oni, rzuciwszy krewnych i ziemię bogatą,
Dla obrony ścian waszych wyziewają życie,
Wy przecież nic w nieszczęściu dla nich nie czynicie. Oto smutnie na piasku rozciągniony leży
Sarpedon, wódz szlachetny likijskiej młodzieży:
On i sądów słusznością, i odwagą słynął,
Teraz z Aresa woli od Patrokla zginął.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia