Jakby długim gonem
Zmordowany, wstrzymał się, oparty jesionem. Tego rzuciwszy, Pallas przy Hektorze staje,
Bierze twarz Deifoba, jego głos udaje:
— «Ach! Bracie mój kochany! Pókiż w bystrym pędzie
Koło Troi Achilles ścigać ciebie będzie? Stań! Złączmy nasze siły! Deifob z Hektorem
Niełatwym do złamania mogą być odporem». Ten mu tak odpowiada: — «Miły Deifobie! I przedtem lgnąłem sercem najwięcej ku tobie,
Przenosząc cię nad wszystkich z matki naszej braci;
Lecz za to jak ci równie Hektor się wypłaci? Żaden się wyjrzeć z murów nie może ośmielić,
Tyś sam niebezpieczeństwo moje przyszedł dzielić». A bogini: — «I ojciec, i matka kochana,
I towarzysze czule ściskali kolana,
Prosząc, bym w mieście został: w takiej są bojaźni. Silniejszy był głos mojej dla ciebie przyjaźni. Walczmy, razów nie szczędźmy, w nich nasza nadzieja:
Obaczymy niedługo, czyli syn Peleja,
Zwaliwszy obu, krwawym zaszczyci się łupem,
Czyli też sam od włóczni twojej padnie trupem». To wyrzekłszy, poprzedza, w kształcie Deifoba. Kiedy już były blisko bohatery oba,
— «Achillu — mówi Hektor — dość bojum się wzdrygał! Już nie będę uciekał, ni ty będziesz ścigał. Przejęty trwogą, trzykroć te mury obiegłem,
I dawniej się chroniłem, gdy ciebie postrzegłem
Inne w sobie natchnienie czuję w tę godzinę:
Będę się bił walecznie — umrzesz lub ja zginę. Ale wprzódy umowę zróbmy w świętej wierze. Niech bogi, świadki nasze zaręczą przymierze:
Jeśli mnie da bóg ciebie na placu położyć,
Przysięgam, że nie będę nad trupem się srożyć. Boską twą zbroję wezmę. Grekom oddam ciało;
Żądam tylko, by ze mną podobnie się stało». — «Co? — zawoła Achilles, a wzrok wściekły toczy —
Mnież i ciebie wzajemna umowa zjednoczy? Jak nie masz między ludźmi i lwami przymierza,
Jako nigdy wilkowi baran nie dowierza,
Lecz w wiecznej żyją wojnie: tak nie masz sposobu,
By jaki węzeł zgody połączył nas obu. Prędzej jeden, przyjąwszy w pierś ranę głęboką,
Aresa wytrwałego nasyci posoką. Dziś natęż twoje siły, zbierz twe męstwo całe
I dzielnie bronią władaj, i piersi miej śmiałe. Nie masz tutaj ucieczki, nic cię nie zachowa,
Niedługo od Pallady twoja spadnie głowa. Dziś zapłacisz za Greków, którycheś obalał,
Kiedy oręż zwycięski w twojej ręce szalał». Zważył jesion ogromny, na Hektora cisnął,
Lecz baczny Hektor, skoro w biegu pocisk błysnął,
Schylił się: grot przeleciał i drga w ziemi wbity. Bieży Pallas, wyrywa krwi pocisk niesyty
I niesie Achillowi przed Hektorem skrycie. — «Achillu — rzekł wódz Trojan — miałeś mi wziąć życie,
Lecz widzę, że mój wyrok tobie był tajemny:
Zmyliłeś się i zamach twej ręki daremny. Chytrymi słowy chciałeś ułatwić zwycięstwo
I dumną groźbą zachwiać w moich piersiach męstwo. Nie pchniesz z tyłu Hektora, który prosto wpada;
W pierś pchnij, jeśli tę chwałę który bóg ci nada. Broń się mej dzidy, chcącej twoją krwią się skropić! Obym ci ją mógł całą w twych piersiach utopić! Lżejsze by się Trojanom stały walki znoje,
Bo największym pogromem dla nich ręce twoje».
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.