Rzekł, a Grecy, powolni na jego życzenie,
Gaszą stos, lejąc wina obfite strumienie. Opadł popiół; ci z płaczem pełnego ludzkości
Towarzysza zbierają opalone kości;
Tłustością obwinięte i złożone w złocie
Niosą i kryją lekką zasłoną w namiocie. Wreszcie bohaterowie, pracujący społem,
Wysypują grobowiec, zakreślony kołem,
Pulchną rzucając ziemię. Takie dzieło rzesza
Ukończywszy, do swoich namiotów pospiesza. Ale Achilles ludy zatrzymuje w polu. Liczne zasiadły widze w niezmiernym półkolu… Najprzód dla jeźdźców takie wyznacza nagrody:
Brankę w robotach biegłą, prześlicznej urody,
I dwójuchy ma trójnóg najpierwszy w przegonie;
Drugi nieujeżdżoną i noszącą w łonie
Brzemię muła klacz bystrą, sześcioletnią zyska;
Jeszcze nie przysunione nigdy do ogniska,
Czwórmiarowe naczynie lśniące — weźmie trzeci;
Dwa talenta dla tego, kto czwarty doleci;
Czarę nieużywaną dla piątego chowa. To wystawiwszy, wstaje i mówi w te słowa:
— «Królu i wodze! Baczcie z Achajów młodzieżą! Dla jeźdźców tu nagrody wystawione leżą. Gdyby inny bohater był czczon tym obchodem,
Ja bym otrzymał pierwszość zwycięskim zawodem:
Moim koniom nie zrówna żadnych koni dzielność,
Bo wiecie, że w udziele mają nieśmiertelność. Nie biegać im, gdy zginął dozorca troskliwy;
On je mył, on oliwą namaszczał im grzywy. Karki tarzając w piasku, przejęte rozpaczą,
Stoją nieporuszone i Patrokla płaczą. Wy więc wnidźcie w ten zawód, wy wszyscy z obozu,
Kto tylko z was jest pewny swych koni i wozu!»
Rzekł; jeźdźców kusi chwały i nagród podnieta. Pierwszy Eumel powstaje, zacny syn Admeta,
Biegły jeździec, i trudno, by drugi był taki. Śmiały Diomed Trosa zaprzęga rumaki
(Zyskał na Ajnejaszu ten łup znakomity,
Samego Feb ratował, że nie był zabity);
Trzeci wstaje Menelaj (z bratem w wojsku włada),
Najdzielniejsze do wozu bieguny zakłada… Antyloch, celujący w młodzieży szeregu,
Czwarty do szlachetnego zabiera się biegu,
Szybkość jego rumaków zna Pylów kraina. Nestor się zbliża w troskach o miłego syna
I naucza, choć biegłym zna go do zawodu:
— «Synu! Zeus i Posejdon kochali cię z młodu
I mądrego jeżdżenia wskazali ci sztukę:
Nie trzeba więc, bym dłuższą dawał ci naukę. Bystrym kierować biegiem umie twoja ręka,
Ale masz konie cięższe, stąd ojciec się lęka:
Choć drudzy lepiej mety niezdolni okrężyć,
Jednak dzielnością koni mogą cię zwyciężyć. Więc by cię nie minęły szacowne zakłady,
Synu, posłuchaj bacznie ojca twego rady… Kto nadto zaufany w dzielności swych koni
Wolnego na równinie biegu im nie broni,
To zamiast, by je wstrzymał, zapędza się śmiało;
Lecz komu się wskazówką doświadczenie stało,
Chociaż ma słabsze konie, na stronę nie zboczy,
Ku mecie zawsze jego obrócone oczy,
Wczas lejc ciągnie, najbliżej kołem kres obiega,
A wszystkich przeciwnika poruszeń dostrzega. Wskażą ci kres, mój synu, byś tam prosto pędził:
Jest pień, łokieć nad ziemią, który czas oszczędził,
Dwa go wspierają głazy, gdzie droga się zwęża,
Naokoło zaś gładka przestrzeń go okręża…
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.