lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 59

Iliada - Homer - Strona 59

Hektor konie przy rowie pędzi zapalony,
Błyska Aresa wzrokiem i strasznej Gorgony. Postrzegła Hera oręż Hektora zwycięski,
Więc mówi rozbolała nad greckimi klęski:
— «Nie damyż wsparcia Grekom, gdy ten naród luby
Już prawie do ostatniej przybliża się zguby? Ile mąż jeden dzielnych obalił rycerzy! Hektor zajadły wszędzie strach i pogrom szerzy,
Gdziekolwiek się obróci, mnóstwo Greków pada»,
— «Już by on dawno zginął — Pallas odpowiada
Orężem greckim w oczach Ilijonu pchnięty:
Lecz twardy na me chęci, na prośby niezgięty
I niesłusznie swoimi szafujący względy,
Ojciec wstrzymuje serca mojego zapędy. Niepomny, że przeze mnie jego syn ocalał,
Gdy go nieznośną pracą Eurystej przywalał. Tetydzie Kronid sprzyja, Tetys ukochana,
Że go wzięła za brodę, ściskała kolana,
Aby uczcił Achilla, który miasta wali;
Przyjdzie czas, że i moich trosków się użali
I powie, że ma lubą swą córę w Palladzie. Twoja ręka niech jarzmo na rumaki kładzie,
A ja tymczasem w złotym Zeusa pokoju
Orężem ramię moje okryję do boju. Obaczym, jeśli dumny Hektor się ucieszy,
Kiedy nas ujrzy nagle wśród walczącej rzeszy. Złamane przy okrętach trojańskie zastępy
Tłustym ścierwem paść będą głodne psy i sępy». Rzekła; Hera się jednej chwili nie ociąga,
Złoty szor kładzie, w jarzmo rumaki zaprząga,
Do Zeusa zaś domu odchodzi Pallada. Tam fałdzista zasłona przy jej nogach spada,
Dzieło arcyozdobne jej przemyślnej ręki. Sama, idąc na wojnę płodna w płacz i jęki,
Ojcowski wdziewa kirys, a ręką niezłomną
Bierze tę dzidę ciężką, długą i ogromną,
Którą, gdy gniew jej serce lub zemsta zapala,
Najmężniejszych rycerzy zastępy obala. Hera biczem ostrzegła bystre konie swoje;
Same się skrzypiąc niebios otwarły podwoje,
Których tam Hory strzegą czuwającym okiem;
Te Olimp i zasłonią, i zamkną obłokiem. Tędy boginie bystre poganiają konie. Kronid je obaczywszy strasznym gniewem płonie,
Woła Irydy w złote ustrojonej pióra:
— «Bież! Mów, niech mi się wróci i żona, i córa! Niechaj mi się przed oczy nie stawią niebacznie,
Nienajlepsza się bitwa między nami zacznie,
Bo co mówię, to zrobię, a wyrok mój taki:
Najpierwej im przy wozie skaleczę rumaki,
Same z wozów postrącam, a wozy połamię,
Na ciele zaś bolesne wypiętnuję znamię:
Dziesięć lat ran nie zgładzi, które piorun zada. Co to jest walka z ojcem, obaczy Pallada. Zaś Hery zapalczywość nie tak mi jest dziwna,
Bo ona zawsze moim zamysłom przeciwna». Irys wyciągająca wiatr lekkim obrotem
Pospiesza z Idy bystrym do Olimpu lotem,
Przy bramie je spotyka, zatrzymać się prosi
I wiernie rozkaz dany Zeusa donosi:
— «Dokądże to spieszycie? Co was tak zapala? Achajom Zeus wsparcia dawać nie pozwala. Jeśli spełni, co wyrzekł, los wasz będzie taki:
Najpierwej wam przy wozie skaleczy rumaki,
Same postrąca z wozów, a wozy połamie,
Na ciele zaś bolesne wypiętnuje znamię:
Dziesięć lat ran nie zgładzi, które piorun zada. Co to jest walka z ojcem, obaczy Pallada». To powiedziawszy, poszła Irys nieleniwa.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia