lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 40

Iliada - Homer - Strona 40

Postrzegł ich wśród zastępów Hektor zapalony,
Leci, pole głośnymi napełniając krzyki,
Za nim tłumem trojańskie śpieszą wojowniki. Wnet Ares na ich czele i Enijo stanie:
Ta zgiełk szerzy i smutne bojów zamieszanie;
Ares dzidą wstrząsając, by się we krwi skąpał,
Już przed, już za Hektorem wielkim krokiem stąpał. Ujrzawszy go, Diomed uczuł w sercu drżenie. Jak człek wędrowny, długie obiegłszy przestrzenie,
Nad niezgłębionej rzeki wstrzymuje się brzegiem,
Która nurty do morza bystrym pędzi biegiem
I w tył uchodzi, groźnym przerażony szumem:
Tak się cofnął Diomed i rzekł między tłumem:
— «Widzicie, jaki Hektor, mężni przyjaciele,
Jak śmiało dzidą robi, jak zastępy ściele:
Nieustannie go boska zasłania opieka;
Teraz Ares jest przy nim w postaci człowieka. Cofnijcie się, do Trojan obróciwszy czoła,
Nic przeciw bogom wasza prawica nie zdoła!»… Gdy został bój straszliwy przez Aresa wszczęty,
Ni z podłą Grecy trwogą biegną na okręty,
Ni nadchodzą, lecz kroku cofają niewiele,
Słysząc, że Ares Troi przywodził na czele… Widziała z nieba Hera Achajów tysiące,
Pod Hektora, Aresa żelazem ginące,
I zaraz do Pallady tymi rzecze słowy:
— «Można córo, z Zeusa urodzona głowy! Jakże więc obietnica nasza się ostoi,
Że Menelaj powróci po zburzeniu Troi,
Jeżeli dłużej Ares tyle broić będzie? Śpieszmy prędzej w szalonym wstrzymać go zapędzie». Słucha Pallas, co niebios królowa jej radzi:
Zaraz Hera pod złoty szor konie prowadzi,
Śliczna zaś Hebe koło do wozu wynosi,
Wartkim biegiem krążące na żelaznej osi. Ośm szprych niezłomnych sztuczna dała im robota,
Spiżowa wzmacnia blacha obwody ze złota;
Z czystego srebra piasty, a świetne rzemienie
Utrzymują na sobie wspaniałe siedzenie;
Do przywiązania lejców było dwie obwódek,
Nareszcie dyszel srebrny wybiegał na przodek,
Do niego piękna Hebe złote jarzmo wiąże,
A gdy równie bogate cugle mocno sprząże,
Chciwa czym prędzej zbrojne odwiedzić orszaki,
Sama Hera pod jarzmo prowadzi rumaki. Idzie do ojcowskiego mieszkania Pallada,
Tam przy nogach fałdzista z niej okrywka spada,
Dzieło cudowne, wyszłe z jej przemyślnej ręki. Sama śpiesząc na walkę, płodną w płacz i jęki,
Gromów boga kirysem piersi swoje kryje:
Mnóstwo wężów na groźnej egidzie się wije,
Strach ją wkoło otacza i co na krew dyszy,
Zwada, Przemoc i Napaść tam jej towarzyszy;
Na środku znak gniewnego Zeusa skrwawiony:
Okrutnego potworu, srogiej łeb Gorgony. Czterokitny na głowę mocny szyszak bierze,
Którego nie przełamią ze stu miast rycerze. Siada na wóz bogini tak groźnie okryta:
Długą, ciężką, ogromną dzidę w rękę chwyta;
Tą, kiedy gniew lub zemsta serce jej zapala,
Największych bohaterów zastępy obala. Hera biczem ostrzegła bystre konie swoje;
Same się skrzypiąc niebios otwarły podwoje,
Których Hory pilnują czuwającym okiem:
Te niebo i otworzą, i zamkną obłokiem. Tedy boginie bystre poganiają konie;
Znajdują siedzącego Zeusa na stronie,
Na wyniosłym Olimpie.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia