lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 44

Iliada - Homer - Strona 44

Tymczasem ty, Hektorze, kochany od nieba,
Idź do miasta, mów matce: niech matrony zwoła,
Z nimi niech do Pallady uda się kościoła
I szatę, która wszystkich zbiorów jest ozdobą,
Najpiękniejszą, największą, niechaj weźmie z sobą
I złoży na kolanach błękitnej bogini. Niech także zabić dla niej ślub święty uczyni
Dwanaście rocznych cielic i jarzmem nie tkniętych,
Jeśli się zlitowawszy murów Troi świętych
I małżonek trojańskich, i maleńkich dzieci,
Tydejdę, który wszędzie strach i pogrom nieci
I całymi zastępy męże nasze wali,
Od murów ilijońskich łaskawie oddali». Rzekł; Hektor jego rady wykonać nie zwłoczył:
Zatem z wozu świetnego w pysznej zbroi skoczył,
Dwoma kręcąc oszczepy obiega swych roty,
Umarza strach, dodaje bojowej ochoty. Wrócili się Trojanie i mężnie się starli. Achaje, choć się w boju okrutnie zażarli,
Cofnęli nazad kroku, sądząc, że nie z siebie,
Lecz że z bogów kto, w jasnym panujących niebie,
Dał im pomoc: tak śmiało postawili czoła. Hektor upominając wielkim głosem woła:
— «Zaklinam, was Trojanie, w sztuce wojny biegłych,
Was, przyjaciół wezwanych od krain odległych! Walczcie i nie dajcie się Achajom przemagać. Gdy ja do miasta pójdę, bogi każę błagać
Starcom i żonom naszym, modlitwą i ślubem». Rzekł i odszedł, na głowie strasznym grożąc czubem;
Skóra czarna, około puklerza krążąca,
Idącemu i głowę, i nogi potrąca. Wtedy Glauk i Diomed, oba śmiałej myśli,
Chciwi spotkać się z sobą, na plac boju wyśli:
W tym Hippoloch, w tym Tydejd godnego ma syna. Pierwszy do Glauka Tydej tak mówić zaczyna:
— «Ktoś ty z rycerzy, ślepym uniesion zapałem? Jeszcze cię dotąd w polu chwały nie widziałem;
Teraz w dzielności wszystkich przewyższa twa ręka,
Gdy się razu silnego tej dzidy nie lęka. Ale kto pod mój pocisk śmiałym zaszedł krokiem,
Tego rodzice smutnym wydali wyrokiem. Jeśli bóg, z nieśmiertelnych przychodzisz siedliska,
Wiedz, że moja dłoń grotów na bogi nie ciska… Lecz jeśli, jak śmiertelny, trawisz owoc ziemny,
Zbliż się, a wnet obaczysz Hadesa kraj ciemny». Na to Glauk do wielkiego tak mówi Tydyda:
— «Skąd się o ród mój pytasz? Na co się to przyda? Jako się liście rodzi, tak i ludzkie plemię;
Jako wiatr liście wstrząsa, okrywa nim ziemię,
A inne, w czasie wiosny, drzewo się przybiera:
Jedno plemię się rodzi, a drugie wymiera. Ale jeśli chcesz poznać ród mój od początku,
Który wielu znajomy, powiem ci w porządku:
Jest na granicach Argos miasto, Efir zwane;
Co było Syzyfowi mądremu poddane,
Z Ajolosa plemienia: z niego Glauk się rodzi,
A z Glauka Bellerofon wsławiony pochodzi. Dało mu niebo zacną duszę w pięknym ciele,
Ale mu Projt niechętny złego myślał wiele:
Wygnał z miasta młodzieńca król niesprawiedliwy,
Z rąk Zeusa trzymając berło nad Argiwy,
Bo ku niemu Anteja, śliczna Projta żona,
Skrytym gorzała ogniem. Widząc, zawiedziona,
Że złą chucią dobrego serca nie rozżarzy,
Udała się przez zemstę do chytrej potwarzy.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia