Wtedy na złotym tronie siedząca wysoko
Z wierzchu Olimpu Hera rzuca na świat oko;
Poznaje brata swego wśród achajskich rzeszy,
Na ten widok jej serce niezmiernie się cieszy. Ale Kronid, co z Idy Trojan szczęściem darzył,
Gdy go postrzegł, straszną w sercu złość rozżarzył. Zaraz jakby go podejść, w myśli układ czyni. Ten sposób za najlepszy uznała bogini,
Żeby poszła na Idę, pięknie wystrojona:
Gdy męża swymi wdzięki przyciągnie do łona,
Wtedy go, niebacznego, słodkim snem zamroczy,
Uśpi jego myśl boską i przenikłe oczy… Sen, gdy pod jego władzą władca gromów legnie,
Do Posejdona z miłą wieścią szybko biegnie
I rzecze, donosząc mu o tym, co się stało:
— «Teraz twoje Achaje możesz wspierać śmiało;
Śpi Kronid. Niech z tej pory korzystają Greki:
Hera zwiodła miłością, jam zamknął powieki». Te chytre panu morza gdy odkrył zamiary,
Sen poszedł sypać swoje na ród ludzki dary. Posejdon się w zapędzie utrzymać nie zdołał,
Zaraz naprzód wyskoczył i głośno zawołał:
— «Ścierpicież, Grecy, aby syn Pryjama śmiały
Spalił flotę i wiecznej stąd dostąpił chwały? Ta nadzieja pochlebna jemu serce łechce,
Że Pelid siedzi w nawie i wojować nie chce. Lecz nie poczujem, że on wyrzekł się oręża,
Niech tylko rota rotę, mąż zapala męża! Zróbcie tak, jak ja powiem: nąjpierwsi rycerze
I najsilniejsi, weźmy największe puklerze;
Na głowy nasze włóżmy najtęższe przyłbice,
A najdłuższymi dzidy uzbrójmy prawice. Pójdźmy! Ja wam przodkuję. Choć się tak nadyma,
Wiem, że naszego Hektor natarcia nie wstrzyma!… Tak rzekł; w momencie rozkaz jego wykonany. Atryd, Itak, Diomed mimo ciężkiej rany
Obiegają zastępy, ustawiają w szyki… Posejdon ich prowadzi, a w strasznej prawicy
Ogromnym wstrząsa mieczem na kształt błyskawicy. Nikt się nie waży śmiałym mierzyć z nim zamachem,
Wszystkich Trojan przejęte serca zimnym strachem,
Hektor ich stawia, bojaźń z umysłów oddala. Natenczas się straszliwy w polu bój zapala,
Gdy Posejdon i Hektor od trwogi daleki
Prowadzą — ten Trojany, ten waleczne Greki. Wzdęte morze namioty tłucze i okręty,
Trwa walka uporczywa, wrzask niezmierny wszczęty. Nie tak straszliwie ryczy ocean zhukany,
Gdy o skaliste brzegi rozbija bałwany;
Nie taki szum na górach ogień rozpościera,
Kiedy lasy paszczęką niesytą pożera;
Nie z takim hukiem, wyszły z Boreasza gęby,
Gwałtowny wicher wali niebotyczne dęby:
Jak straszne napełniło powietrze wołanie,
Kiedy się starli z sobą Grecy i Trojanie. Hektor pierwszy Ajasa obalić się silił. Biegłej rycerza ręki pocisk nie omylił,
Lecz pas, jeden od tarczy, a drugi od miecza,
Krzyżując się na piersiach, męża zabezpiecza;
W to miejsce ugodziwszy, został raz odparty. Bardzo takim trafunkiem Hektor był rozżarty,
A widząc, że Ajasa próżnym ciosem gonił,
Sam, unikając śmierci, między swych się chronił.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.