Zwycięską bronią Greków ścigani tuż w tropy,
Cofają się Trojanie za rowy, okopy;
Mnóstwo ich legło trupem w ucieczce i zbladli
Dopiero się wstrzymali, jak wozów dopadli. Wtedy Zeus na górnej Idzie przebudzony,
Wyrwał się z towarzystwa pięknej swojej żony,
Wstał, na Greków i Trojan boskim rzucił okiem:
Ci pierzchają, ci mężnym następują krokiem;
Posejdon tam achajskiej przywodzi młodzieży;
Hektor wśród towarzyszów osłabiony leży,
Silną ranion prawicą, krew z piersi wyrzuca
I ledwie mu tchem słabym oddychają płuca. Zabolał ojciec bogów nad rycerza losem… I takim do Irydy odezwał się głosem;
— «Posejdonowi rozkaz nieś wiernie, Irydo,
I powiedz, że te słowa od Zeusa idą:
Niech bitwę porzuciwszy, w tej mi zaraz porze
Śpieszy do rady bogów lub skryje się w morze! Jeśli na me rozkazy nie chce być powolny,
Niech zważy, czy mej sile oprzeć się jest zdolny;
I władza mnie nad niego wynosi, i lata. Więc tak lekce starszego będzie ważył brata? Więc sobie równość ze mną w pysznej uprządł głowie? Ze mną, przed którym wszyscy inni drżą bogowie? Rzekł; zaraz wykonana była jego wola,
Zbiega Irys z Gargaru na trojańskie pola. A jak śnieg lub grad pada z tchnieniem Boreasza,
Który wraca pogodę, a chmury rozprasza:
Tak posłanka złotymi ozdobiona pióry
Szybko do Posejdona z Idy spada góry:
— «Posejdonie! — tak mówi — Zeus władnący w niebie,
Przysyła mnie z takowym zleceniem do ciebie,
Byś porzuciwszy bitwę, w tejże zaraz porze
Szedł lub do rady bogów, lub też skrył się w morze. Nie będzieszli słów jego miał w należnym względzie,
Sam tu z otwartą wojną do ciebie przybędzie…»
Posejdon rozgniewany tak jej odpowiada:
— «Choć jest mocny, atoli nadto dumnie gada. Próżno równego w stopniu siłą swą zastrasza,
Trzech nas miała z Kronosa synów matka nasza:
Zeusa, mnie, Hadesa, co Ereb dziedziczy
Trzech panów, na trzy części podzielon, świat liczy,
Każdy ma swe dziedzictwo. Za losów udziałem
Hades wziął czarne cienie, ja morze dostałem,
Zeus objął w swej części niebo i obłoki:
Ziemia wspólna jest wszystkim i Olimp wysoki. Rządzić mną dla Zeusa byłoby za wiele,
Choć mocny, niech spokojny siedzi w swym wydziele! Mam umysł wyniesiony, więc mu nie przyklęknę,
Ręką niech mi nie grozi, bo się jej nie zlęknę;
Niech na syna i córki te pogróżki chowa,
Co ze drżeniem słuchają jego lada słowa». Na to bogini urząd sprawująca posła:
— «Chceszli, abym odpowiedź tak twardą odniosła? Czy ją raczej osłodzisz? Lubo czasem zbłądzi,
Nigdy się wielkie serce uporem nie rządzi. Znasz doskonale, jakie stopnie są rodzeństwa;
Mszczą się Jędze za prawa zgwałcone starszeństwa». Postrzegł się bóg, na morzu wzruszający flagi. — «Czuję — rzecze — Irydo, moc twojej uwagi. Jak dobrze, gdy w posłańcu i poradnik wierny! Ale ogarnął serce moje ból niezmierny,
Gdy ten, z którym wyroku zrównały mnie prawa,
Ze mnie się grożącymi słowy naigrawa.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.