lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 21

Iliada - Homer - Strona 21

Protoj Magnetów, których grunta Penej rosi,
Gdzie Pelion zuchwale do nieba podnosi
Ogromny grzbiet, dźwigając na nim dęby wieczne;
W czterdziestu nawach przywiódł zastępy waleczne,
Ci wodzowie z Atrydem, pod Ilion przyśli. Teraz, Muzo, niech gładki twój pędzel okryśli,
Kto był największy z mężów, najdzielnieyszy z koni? Te, na których wnuk Fera, Eumel roty goni,
Tak szybkie, że nie prędzej ptak powietrze zmiata,
Tenże wzrost, taż maść w obu, i też same lata:
Na Pijerze od Feba wychowane klacze,
Wszędzie Aresa groźby niosą i rozpacze. Z mężów pierwszy był Ajaks, gdy Pelid się gniewał:
Bo i konie, na których postrachy rozsiewał,
Najdzielnieysze miał Pelid, i między rycerze
Siłą, wzrostem, odwagą on pierwszeństwo bierze. Teraz gniewny spokojnie siedzi w swojej nawie. Wojsko jego w rycerskiej niebędące sprawie,
Bezczynność grą przerywa: ci łuk ciągną tęgi,
Ci robią dzirytami, ci rzucają kręgi. Wozy w namiotach, konie pasą się przy wozie:
Bohatyrowie smutni chodzą po obozie,
Nie kosztując kurzawy i męskiego znoju,
Pragną, by ich wódz wielki prowadził do boju. Szli jako kraj niszczące ogniste potopy,
Długim stękała jękiem ziemia pod ich stopy. Jako gdy Zeus ciska na skałę Aryma,
Powtórzone pioruny w Tyfeja olbrzyma,
Przelękła jęczy ziemia; tak się jęk rozlegał,
Gdy lud achajski pola obszerne przebiegał. Saturnid śle do Trojan Irydę za posła,
Ażeby im tę straszną wiadomość doniosła. Oni na zgromadzeniu powszechnym w tej porze,
Młodzi i starzy radzą na Priama dworze. Wzięła postać Polita, trojańskiego szpiega,
Który pilnie achajskich obrotów dostrzega,
Stojąc na starożytnym Ezyeta grobie;
Szybkością nóg mogący łatwo radzić sobie. W jego postaci Irys tymi słowy rzece:
«Na długich się wam, starcze, rozmowach czas wlecze,
Jakobyście dziś żyli na łonie pokoju,
A tu się zbliża chwila okrutnego boju. Widziałem wielkie wojska, byłem wśród orężów,
Lecz nigdy nie widziałem takiej liczby mężów. Bo jako liście wiosny albo piasku chmury
Idzie ogromne wojsko, bój niesie pod mury. Ciebie, Hektorze, tymi upominam słowy;
W mieście Priama liczny jest lud posiłkowy,
Jako różnych narodów, tak różnych języków:
Niechże każdy wódz stanie na czele swych szyków,
Niechaj każdy do boju porządek uczyni». Rzekła, Hektor natychmiast poznał głos bogini. Zrywają nagle radę, chywtają za bronie,
Otwierają wraz bramy: i męże, i konie
Cisną się hurmem w pole: a od tylu tłoków,
Wrzask i zgiełk się przebija do samych obłoków. Jest za miastem pagórek płasko nachylony,
Zatem łatwy dający przestęp z każdej strony,
Ludzie i bogi różnym zowią go sposobem,
Ci mianują Bateią, ci Myrynny grobem. Tam trojańskie zastępy biorą się do zbroi. Na czele Trojan Hektor, syn Priama, stoi:
Z nim wojska najliczniejsze i najtęższe idą,
Gorejące czym prędzej krew przelewać dzidą. Eneasz, syn Anchiza, prowadzi Dardany,
Z Wenery łona idzie ten syn ukochany:
Uczestnikiem swych pieszczot śmiertelnego czyni,
I syna mu na Idzie powija bogini.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia