lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 66

Iliada - Homer - Strona 66

Czy kto z nieprzyjacielem ciągle toczy boje
I szuka niebezpieczeństw, czy podle tył poda,
Dla obu tu cześć jedna i jedna nagroda,
Jednak rycerz i gnuśnik równie legną w grobie. Za tyle prac i znojów cóżem zebrał sobie? Com zyskał, w każdym boju mogąc paść bez duchu? Jak ptaszek, mając dzieci w miękkim jeszcze puchu,
Szuka żeru, o sobie dla nich nie pamięta,
Byleby tylko lube pożywił pisklęta:
Tak ja w nocach bezsennych ciężkiem znosił trudy,
We dnie się z walecznymi potykałem ludy,
Brodziłem ustawicznie we krwi nie znużony,
Piersi moich za wasze nadstawiając żony. Dwanaście miast dobyłem z okręty mojemi,
Jedenaściem ich pieszy zwalił na tej ziemi:
Wziąłem łupy, mogłem się zbogacić niezmiernie
Lecz wszystko Atrydowi oddawałem wiernie. Siedząc przy flocie, z mojej pracy się nadymał,
Mało rozdał, a więcej dla siebie zatrzymał… Brankę mi wziął, mnie zdradził: próżne teraz żale,
Próżno mnie szuka podejść, znam go doskonale. Niech z wodzami, niech z tobą radzi, cny Odysie,
Jak odeprzeć te ognie, które Troja niesie. Niemałych on beze mnie już dokazał rzeczy. Mur wyniósł, rów wykopał dla Trojan odsieczy. Jeszcze palami szańce nasrożył dokoła;
Przecież i tak Hektora zatrzymać nie zdoła. Dopókim ja na czele Greków na plac chodził,
Hektor od murów z dala potyczki nie zwodził,
Pod bramą stał i bukiem — raz na mnie zaczekał,
Ale gdym się przybliżył, natychmiast uciekał. Już ja na niego więcej nie jestem zawzięty. Z pierwszą Jutrzenką spycham na morze okręty. Gdy z bogami Zeusa świętym uczczę darem
I wyładuję nawy kosztownym ciężarem,
Obaczysz je, gdy zechcesz, na płynnej przestrzeni
I jak od gęstych wioseł morze się zapieni. Jeśli Posejdon dobrą żeglugę dać raczy,
Ojczystą ziemię flota za trzy dni zobaczy… I drugim Grekom radzę powrócić do domu:
Nie legnie od waszego Ilijon pogromu. Ma Troja wojska mężne, Zeus jej obrońca;
Nigdy wy pracy waszej nie ujrzycie końca. Nieścież odpowiedź wierną, jak posłom przystoi,
Że Pelid nigdy gniewu swego nie ukoi,
Że trwały w przedsięwzięciu. Przez inną więc radę
Niech oddalą od wojska i floty zagładę,
Bo na mnie polegają wcale bezrozumnie. Fojniks niech tu zostanie i nocuje u mnie
Jutro na okręt ze mną wsiędzie, gdy stąd ruszę,
Lecz jeżeli sam zechce, bo go nie przymuszę». Skończył, a na te słowa oniemiały posły:
Zdziwiła ich odmowa i ton tak wyniosły. Aż z płaczem Fojniks drżący nad okrętów losem
Przerywanym jękami zaczął mówić głosem:
— «Jeżeli, Achillesie, ruszasz stąd okręty,
Nie chcesz floty ocalić i w gniewie zawzięty
Zamiast uśmierzenia się jątrzysz w sercu ranę,
Jakże tu sam, bez ciebie, mój synu, zostanę? Mnie ojciec twój powierzył młode lata twoje,
Kiedy cię za Atrydem wysyłał na boje. Nie znałeś jeszcze ani Aresowej sprawy,
Ani sztuki mówienia, z której tyle sławy. Chciał więc twą niedojrzałość przeze mnie prowadzić,
Byś umiał dzielnie walczyć i rozsądnie radzić. Synu!
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia