Tak przy okrętach Grecy zażarci na boje,
Koło ciebie, Achillu, przywdziewają zbroje,
Trojanie na pagórku w groźnej błyszczą miedzi,
Gdy Zeus, co na Olimpie wyniesionym siedzi,
Kazał Temidzie zwołać zgromadzenie bogów. Biega skrzętna i wzywa do niebieskich progów… W gładkim przedsionku rada zasiadła gromadnie,
Który Hefajst dla ojca wybudował składnie. I Posejdon przybycia nadal nie odkłada,
Przybywa, miejsce w górnym Olimpie zasiada;
Wraz pyta się Kronidy: — «Po co, władco gromu,
Wszystkich bogów do twego przywołujesz domu? Chceszli dać wyrok między Trojany i Greki? Już dla nich krwawej rzezi moment niedaleki». — «Posejdonie, myśl moja tobie nie ukryta
— Rzekł Kronid — twa przenikłość w moim sercu czyta. Choć na zgubę skazanych ludzi los mnie boli,
Ale chcę tylko świadkiem zostać ich niedoli
I z Olimpu widokiem wojny napaść oczy. Wy drudzy pójść możecie, gdzie się walka toczy,
Stanąć, jak wola, w greckim lub trojańskim rzędzie. Jeśli z Trojany walczyć sam Achilles będzie,
Nie są zdolni na chwilę dotrzymać mu kroku. Już się dawniej samego przelękli widoku;
Dziś, gdy o przyjaciela na rzeź się zapalił,
Lękam się, aby murów przed czasem nie zwalił». Tak powiedział i wzniecił wojenne pożogi. Pobiegły na dwie strony podzielone bogi:
Do floty dąży Hera i można Pallada,
Posejdon, co ląd wzrusza a morzami włada,
I wynalazca kunsztów, Hermejas przemyślny… Za Troją Ares zbrojny i Feb z włosem długim,
Artemis, której w strzałach najmilsze uciechy,
Latona też i Kiprys kochająca śmiechy. Póki się bogi w ludzkie nie wmieszały szyki,
Nadymały się chlubnie greckie wojowniki,
Że Pelid się pokazał wpośród bojowiska… Lecz gdy Olimp do zbrojnych zamieszał się ludzi,
Krwawa Niezgoda wściekły zapał w sercach budzi:
Pallada szańce, brzegi, okopy przebiega,
Krzyczy, głos jej po całym polu się rozlega. Z drugiej zaś strony Ares niby czarna fala
Straszliwym Trojan rykiem do boju zapala;
Już na nich woła z murów, już z wyniosłej wieży,
Już z przyjemnych pagórków, skąd Symois bieży. Tak nieśmiertelni, obie zagrzewając strony,
Wzmagają rzeź okropną i zapał szalony. Ojciec bogów piorunnym zaczął huczeć grzmotem,
Posejdon ląd i góry strasznym wstrząsł łoskotem,
Chwieje się wielka Ida ze swymi podstawy,
Drżą mury Troi, greckie podskakują nawy. Król podziemia spadł z tronu, krzyknął zdjęty strachem,
Bał się, żeby Posejdon trójzęba zamachem
Nie wzruszył do samego gruntu posad ziemnych
I nie odkrył tych siedlisk, czarnych, pustych, ciemnych
Na które bledną ludzie i same drżą bogi;
Tak wielkiej nieśmiertelnych bój nabawił trwogi… Tak bogi przeciw bogom idą. Achill dyszy
Przedrzeć się do Hektora wpośród towarzyszy;
Nad nim zwycięstwem pragnie swą rękę zaszczycić,
Okrutnego Aresa jego krwią nasycić. Natenczas bóg, co łukiem narody przestrasza,
Przeciwko Achillowi wzbudza Ajnejasza;
Młodego kształt na siebie Likaona wdziewa
I tymi słowy syna Anchiza zagrzewa:
— «Wodzu! Którego Troja wśród najpierwszych kładzie,
Gdzie twoje słowa, ziomkom dane przy biesiadzie?
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.