lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 113

Iliada - Homer - Strona 113

Gdy w naw zbawieniu nasze chęci się uiszczą,
Zostaw obadwa wojska, niech się w polu niszczą». Tymczasem silny Ajas już ulec był bliski,
Zeus go tłoczy i Trojan biją nań pociski. Świetna przyłbica, gęstym uderzana ciosem,
Wedle skroni straszliwym jęczała odgłosem,
Dłoń słabnie pod ciężarem wielkiego puklerza,
Jednak z miejsca nie mogli wyruszyć rycerza. Zatchnęły mu się piersi tak, że ledwie zieje,
Z członków jego pot słonym strumieniem się leje,
Jedne odeprze, leci druga dzida skorsza;
Zemdlał, coraz się więcej jego stan pogorsza. Muzy! Które dzierżycie dom Zeusa święty,
Mówcie, jak płomień greckie zapalił okręty! Na dzidę, którą Ajas walecznie się składał,
Wpadł Hektor i ogromnym cios mu mieczem zadał. Odcięta miedź od drzewca przeraźliwie dzwoni
I daleko upada, a bohater w dłoni
Drąg stępiony daremnym obraca zamachem. Uznał w tym dzieło bogów, zimnym zadrżał strachem
I nie wątpił, że Zeus niszczy jego trudy,
A obdarzyć zwycięstwem chce trojańskie ludy. Spośród grotów ustąpił, wyparty gwałtownie. Trojanie zewsząd niosą rozżarzone głownie,
Pali się okręt, smolne zajmują się sosny. Bije się w uda Pelid i mówi żałosny:
— «Przyspieszaj, o Patroklu, twoje przedsięwzięcie! Nieprzyjacielski ogień widzę na okręcie. Ocal flotę, powrotu naszego nadzieję,
Weź oręż, a ja wojsko zbiorę i zagrzeję». Rzekł; Patrokl się natychmiast uzbrajać poczyna:
Srebrną haftką na nogach kształtny obuw spina,
Pyszny Ajakowego pancerz bierze wnuka,
W który blaski gwiazd cudna wyraziła sztuka;
Miecz ciężki z brązu wiesza na silne ramiona,
Błyszczy mu się głowica srebrem ozdobiona;
Nieprzebitym pokryciem zabezpiecza zdrowie
Mocny na piersiach puklerz, a szyszak na głowie;
Z końskich włosów na hełmie wspaniałym uwita,
Pływając, strach daleko niesie groźna kita. Wziął i silne oszczepy, lecz równe swej dłoni;
Dzidy tylko nie zabrał z przyjaciela broni… Automedon ogniste zaprzęga rumaki. Po Achillu, ścielącym trupami orszaki,
Patroklowi najwięcej Automedon miły,
Bo doznał w bojach jego i wiary, i siły. Ksant i Balios w zaprzęgu są, dwa bystre konie,
Mogące wiatry w szybkim wyścignąć przegonie… Pedaz im towarzyszy, śmiertelnego rodu,
Lecz nieśmiertelnym zrówna koniom do zawodu. Tymczasem zaś Achilles obiega namioty,
Sam uzbraja, sam żwawe zagrzewa Ftyjoty;
Chęć do boju w nich długa powiększyła przerwa. A jako srogie wilki i niesyte ścierwa
Na górze rogatego zabiwszy jelenia,
Jedzą go, krew im brzydkie paszcze zaczerwienia;
Potem do źródła kupą idą rozbójniki,
Chłodzą się, chlipiąc wodę chciwymi języki,
Mięso się z paszcz odrzuca, wzdymają się brzuchy,
A w piersiach niestrwożonych śmiałe rosną duchy:
Tak gorąco Ftyjotów wodze za krwią dyszą
I z takim Patroklowi męstwem towarzyszą. W środku stoi Achilles, w nim Aresa mina,
On i męże, i konie żwawo upomina. Pięćdziesięciu okrętom Pelid przewodniczył,
A na każdym pięćdziesiąt bohaterów liczył;
Pięciu dał wodzów, każdy swój szyk doprowadza,
Ale przy nim najwyższa zostawała władza…
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia