Z wozem czterokołowym idą muły przodem,
Idaj nimi kieruje: tuż równym zawodem
Podjeżdża Pryjam, biczem zacinając konie. Zebrani przyjaciele jego w licznym gronie
Odprowadzają, cała zapłakana rzesza,
Jak gdyby na śmierć jechał. Król w pole pośpiesza,
A lud wraca do miasta, z nim zięcie i syny. Zeus postrzegł ich tam obu wpośrodku równiny,
Ulitował się starca nieszczęsnego doli,
Więc głosi Hermesowi wyrok swojej woli:
— «Synu, wszak w tobie ludzi największa otucha,
Ty na ich prośby chętnie nadstawujesz ucha:
Śpiesz na ziemię, Pryjama nie odstępuj krokiem,
Tak prowadź, by go żaden Grek nie dostrzegł okiem,
Póki pod Achillesa namiotem nie stanie». Zlecił, a Hermes pełni ojca rozkazanie. Zaraz do nóg przywiązał skrzydła złote, wieczne,
Na których ziemi, morza krańce ostateczne
Równy wiatrom przelata. Wziął laskę (tą ludzi
Jednych, gdy chce, usypia, drugich ze snu budzi):
Z laską puszcza się Hermes bystrolotnym biegiem
I staje nad obszernym Hellespontu brzegiem. W okazałej postaci idzie jak król młody,
Gdy mu pierwszy włos kryje kwitnące jagody. Pryjam z woźnym za Ila grobem chwilę stoją,
Gdzie i konie, i muły w brodach Ksantu poją. Już i noc czarnym cieniem kraj ziemski powleka,
Wtem woźny idącego postrzega człowieka:
— «Synu Dardana — rzecze — radź o sobie pilnie! Idzie człowiek, obydwu zgubi nieomylnie. Uciekajmy lub chwyćmy pokornie za nogi,
Może się nam da zmiękczyć i cios cofnie srogi». Na ten głos zadrżał Pryjam, członki mu zdrętwiały
I z bojaźni na głowie zjeżył się włos biały. A wtem zbliża się Hermes, za ręce go chwyta,
Słodkimi zabezpiecza słowami i pyta:
— «Dokąd się wyprawujesz, ojcze, tak niewcześnie,
Gdy noc wszystkich żyjących pogrążyła we śnie? Nie uważasz, o starcze, że tu niedalecy,
Sprzysięgli na twą zgubę, znajdują się Grecy? Niechże postrzeże który, że skarby prowadzisz,
Niech na ciebie napadnie — jak sobie poradzisz? Już niemłody, niewiele możesz ufać dłoni,
Ten też starzec zapewne ciebie nie obroni. Ja ci nic złego nie chcę i drugich w tej dobie
Odeprę, widzę bowiem obraz ojca w tobie». — «Prawda, że niebezpieczną przedsiębiorę drogę
Rzekł król — wszystkiego, synu, obawiać się mogę:
Lecz widzę, że mój jeszcze los bogów dotyka,
Gdy mi dają takiego w tobie przewodnika. Jaki kształt! Jaki umysł! Jak szalone lice! O! Nie z ziemi, lecz z nieba są twoi rodzice!»
— «Nie mylisz się, bogowie mają cię na pieczy. Ale mi powiedz szczerze, gdzie wieziesz te rzeczy? Prowadziszli te skarby, że się wam nie szczęści,
Do obcych ludzi, chcąc je ocalić choć w części? Czyli, gdy śmiercią syna chciał los cię zasmucić,
Wszyscy myślicie Troję z bojaźni porzucić? Jaki rycerz! Najśmielszych on w boju wyścigał
I całą moc Achajów na swych barkach dźwigał!»
— «Jak zacna krew, młodzieńcze, w żyłach twoich płynie
Rzekł Pryjam — gdy z tym czuciem mówisz o mym synie!»
Bóg na to: — «Ty mnie, starcze, doświadczasz w tej porze,
Takie czyniąc pytania o wielkim Hektorze. O!
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.