lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 106

Iliada - Homer - Strona 106

Ustąpię, lecz ci serce otworzę w tej chwili:
Jeśli mimo żeśmy się zgładzić ugodzili
Przy pomocy Pallady, jego miłej córy,
Zeus zechce ocalić ilijońskie mury
I danej obietnicy Achajom nie ziści,
Niech wie, że będzie w wiecznej u nas nienawiści». Rzekł Posejdon i zaraz w morzu się zagłębił;
Uczuł to Grek, bo w piersiach zapał się oziębił. — «Weź pieczę — rzekł do Feba Zeus — o Hektorze;
Chroniąc się mego gniewu Posejdon wszedł w morze. Gdyby na mnie śmiałymi czekał był rękoma,
Strasznym łoskotem walki między nami dwoma
W swych by posadach niebo i piekło zadrżało. Ale lepiej dla niego i dla mnie się stało,
Że choć z gniewem, ustąpił nie czekając boju:
Rzecz by ta wiele bardzo kosztowała znoju. Weź egidę i w groźnej wstrząsaj nią prawicy,
By greccy na jej widok drżeli wojownicy. Szczególnie miej o wielkim Hektorze staranie,
Z nową w piersiach odwagą niechaj w polu stanie!… Rozkazał; wykonywa Feb zlecenie ojca. Jak szybko leci jastrząb, grzywaczów zabojca,
Żaden mu ptak lekkimi nie wyrówna pióry:
Takim on właśnie lotem spadł z idajskiej góry. Już bohater nie leżał, gdy Feb przed nim staje:
Siedział, odzyskał zmysły, przyjaciół poznaje,
Co mu we wszystkich byli przygodach najszczersi. Pot nie leje się z niego, nie robią mu piersi,
Tak go Zeusa pamięć ożywiła sama. Apollo rzekł w te słowa do syna Pryjama:
— «Czemu siedzisz na tronie, od wojsk twoich z dala? Co cię wyzuwa z siły? Jaki ból przyzwala? Uchylił Hektor powiek i rzekł słabym głosem:
— «Ktoś ty, z bogów najlepszy, moim tknięty losem? Nie wieszli? Gdym przed flotą stoczył walkę śmiałą,
Ajas wtedy na ziemię obalił mnie skałą. Mniemałem, że odwiedzę dziś Hadesa progi,
Utraciwszy od ciosu tego żywot drogi». — «Ufaj! — Bóg odpowiada. — Pan władnący w niebie
Silnego pomocnika przysyła dla ciebie. Ja, Apollo, przy tobie z mieczem groźnym stoję,
Ja, com dawniej i ciebie zasłaniał, i Troję…»
Tym słowem wzmocnił siły, które w nim już gasły. Jak przy żłobie trzymany długo koń wypasły,
Zerwawszy uwiązanie, bieży, piasek miece,
I przywykły się kąpać w przeźroczystej rzece,
Pyszny swoją pięknością, leci, dumnie pląsa,
Głowę do góry wznosi, a grzywą potrząsa
I pędzi na znajome sobie klacz pastwiska:
Tak za wzmocnieniem boga, który strzały ciska,
Mężny Hektor wielkimi kroki w pole sadzi
I waleczne do boju Trojany prowadzi. A jak biegną, zwierzyny pięknej dostać chciwi,
Za sarną lub jeleniem i psy, i myśliwi
On, gdy mu jeszcze zguby zły wyrok nie niesie,
Chowa się między skały albo w gęstym lesie;
Wtem gdy się lew pokaże, krzykiem ich wzbudzony,
Psy i myśliwcy w różne rozpierzchną się strony:
Tak trwożnych pędzą Trojan szeregami Grecy,
Tną mieczami, dzidami przebijają plecy;
Lecz gdy ujrzą Hektora, przejęci są trwogą,
I cała ich w tym siła, że uciekać mogą… Idą Trojanie, Hektor wielkim stąpa krokiem,
Apollo go poprzedza odziany obłokiem:
W rękach jego egida nieśmiertelna błyska,
Frędzle ją srożą, groźny blask daleko ciska,
Na postrach ludzi Hefajst dał ją panu nieba;
Taka egida rękę uzbrajała Feba.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia