lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 165

Iliada - Homer - Strona 165

Niś ty z Greków najmędrszy, ni celujesz wzrokiem,
A już wydałeś wyrok? Chciej językiem rządzić:
Zasiedli tu bieglejsi, im przystoi sądzić. Te, co były w początku, klacze są na przedzie,
Ma wodze w ręku Eumel i najpierwszy jedzie». Na to wódz Kretów bardzo rozgniewany rzecze:
— «Cała twa moc w języku, kłótliwy człowiecze! Niższy od wszystkich pychą wzdymasz się nikczemną. O drogi sprzęt, o trójnóg uczyń zakład ze mną! Niechaj sporu sąd będzie przy Agamemnonie,
Byś poznał z twoją szkodą, czyje pierwsze konie». Zerwał się nagle Ajas z miejsca, w którym siedział,
Byłby jeszcze ostrzejszym tonem odpowiedział,
Może by dalej poszła kłótnia zapalczywa,
Gdy powstaje Achilles i tak się odzywa:
— «Przestańcie tego swaru, przyjaciele moi! Ta kłótnia wam obydwom wcale nie przystoi;
Nie znieślibyście w drugich tak niesfornych krzyków,
Patrzcie zatem spokojnie na bieg zawodników. Co teraz jest wątpliwe, wkrótce jawne będzie:
W tak bystrym oni walczą o zwycięstwo pędzie,
Iż przed naszym obliczem staną w czas niedługi;
Wtedy wszyscy ujrzycie, kto pierwszy, kto drugi». Tak mówią. Już Diomed ich wzroku nie mylił,
Zbliżył się, z biczem w ręku na razy się schylił;
Konie, w górę wartkimi wznosząc się kopyty,
Leciały, jeździec piasku tumanem okryty;
Toczy się wóz błyszczący i miedzią, i złotem,
A koła tak się lekkim kręciły obrotem,
Że ślad kolei w piasku widzieć się nie daje. Niedługo za szrankami konie i wóz staje;
Te gęsty dech oddają, w biegu zadyszałe,
Zlana ich głowa potem, zlane piersi całe. Skacze z wozu Diomed, bicz na jarzmie zwiesza,
A Stenel po nagrodę czym prędzej pośpiesza;
Zaleca wziąć dziewicę i naczynie drogie,
Sam zaś wyprzęga z wozu konie wiatronogie. Za nim Antyloch dąży czym prędzej do staja;
Podstępem, nie szybkością ubiegł Menelaja… Giermek Idomeneja dobiegł kresu czwarty,
Jednak na rzut oszczepu był za królem Sparty. Miał on pięknego kształtu, ale ciężkie konie,
I sam nie dosyć w jezdnym celował przegonie. Co był pierwszy, ostatni syn Admeta jedzie. Ciągnie wóz potrzaskany, konie z wolna wiedzie. Zlitował się Achilles na przypadek taki:
— «Najzręczniejszy — rzekł — jeździec, najlepsze rumaki,
Ostatnie wzięły miejsce. Słodząc tę przygodę,
Jak słuszność każe, drugą dajmy mu nagrodę,
A pierwsza niech przy synu Tydeja zostanie». Wielkim okrzykiem Grecy stwierdzili to zdanie. Byłby klacz dał, umocnion od nich w tym zamyśle,
Gdy Antyloch przy swoich prawach stojąc ściśle:
— «Nie czyń — mówi — Achillu, choć to lud pochwalił,
Gdyż bym się sprawiedliwie na ciebie rozżalił. W tym postępku skrzywdzenie moje oczywiste:
Że szwankował i jeździec, i konie ogniste,
Jaż na tym cierpieć będę? Sam Eumel zawinił. Czemuż pierwej do bogów ślubu nie uczynił? Przy ich wsparciu ostatni nie wróciłby z pola. Lecz jeżeli cię jego dotyka niedola,
Masz złoto, branki, konie, miedź, masz liczną trzodę,
Daj mu z tego większą niż moja nagrodę,
Daj ją potem lub zaraz; nie zajrzę mu łaski,
Wszyscy twój czyn zgodnymi uwielbim oklaski.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia