lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 131

Iliada - Homer - Strona 131

Wstań więc! I nie leż dłużej w spoczynku niegodnym,
Nie dawaj sam Patrokla na pastwę psom głodnym;
Gdy zwłoki jego będą zelżone szkaradnie,
Na ciebie stąd, na ciebie cała hańba padnie…»
Poszła Irys, Achilles wstaje, a Pallada
Swoją tarczę na silne ramiona mu wkłada… Zbliżył się do okopów, lecz pomny przestrogi
Swej matki, tam nie poszedł, gdzie bój huczał srogi. Krzyknął, ogromnie razem krzyknęła Pallada:
Zaraz trwoga w pierś mężów, w zastępy strach pada. A jak ostro przenikłym dźwiękiem trąba ryczy,
Gdy nieprzyjaciel chciwy rzezi, krwi, zdobyczy
Do przypuszczenia szturmu znak wydaje zwykły:
Taki z piersi Achilla wyszedł głos przenikły. Trojanie usłyszawszy to brzmienie straszliwe
Przelękli się niezmiernie: konie pięknogrzywe
Wozy nazad zwróciły, przyszłe czując klęski
I w piersiach powoźników struchlał umysł męski… Trzykroć bohater stojąc nad okopem krzyknął,
Trzykroć strach sprzymierzeńców i Trojan przeniknął. Tam dwunastu przedniejszych śmierć zwaliła mężów:
Spadli z wozów od własnych przebici orężów. Wreszcie Grecy, wyrwawszy z rzezi i posoki,
Na łożu pogrzebowym kładą martwe zwłoki. Koło nich rzewnie wierni towarzysze płaczą. Achilles napełniony żalem i rozpaczą
Patrzy na smutne reszty ranami okryte,
Idzie, nad przyjacielem łzy lejąc obfite. Sam pozwolił mu wozu i ognistych koni,
Lecz wróconego w żywej nie uściskał dłoni… Trojańskie też na drugiej bohatery stronie
Rzuciły rzezi pole i wyprzęgły konie. Przed wieczerzą naprędce złożona ich rada,
Wszyscy zdumieni stoją, żaden z nich nie siada. Strach ściska serca mężów zebranych w tym kole,
Że długo niewidziany rycerz wyszedł w pole. Mądry Polidam pierwszy swe zdanie otwiera… — «Uważcie, przyjaciele — rzekł radca wsławiony
Jakiej się dzisiaj chwycić powinniśmy strony;
Ja radzę, by do miasta powrotu nie zwlekać
I przy flocie, od murów z dala, dnia nie czekać… Teraz Achilla więzi noc i spoczywanie,
Lecz gdy nas jutro zbrojny w tym miejscu zastanie,
Trudno będzie odwadze jego się obronić. Szczęśliwy, kto do murów potrafi się schronić! Mnóstwo Trojan żreć będą psy i sępy sprosne. Ach! Bogowie! Odwróćcie rzeczy tak żałosne! Jeśli mnie posłuchacie, choć was troski gonią,
Noc na rynku spędzimy, czuwając pod bronią. Miasta mury strzec będą i wieże ogromne,
I szańce nieprzebyte, i bramy niezłomne. Rano, z Jutrzenką, zbrojni staniemy na wieży. Niech ten mąż najgwałtowniej, jeśli chce, uderzy,
Cóż przeciw nam dokazać może? — Nic zaiste. Daremnym biegiem konie spieniwszy ogniste,
Do naw powróci, w smutku pogrążon i wstydzie,
Choćby najbardziej pragnął, do miasta nie wnidzie:
Nim je złupi, psy wprzódy nakarmi swym ciałem». Hektor nań ostro patrząc, tak rzecze z zapałem:
— «Polidamie! Twa mowa gniew obudza we mnie. Chcesz, byśmy w murach znowu gnuśnieli nikczemnie! Dziś, gdy mi bóg łaskawszy tę chwałę dać raczył,
Żem Greki zatrwożone przy nawach osaczył,
Przestań obywatelów płochą radą zwodzić;
Nikt z Trojan nie usłucha, ja zdołam przeszkodzić.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia