lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 97

Iliada - Homer - Strona 97

Nigdy on się nie chronił, ustawnie nacierał,
Pierwszy między trojańskie roty się przedzierał,
Nie spoczywał mu dziryt: lub go z dala ciska,
Lub na nieprzyjaciela następuje z bliska… Na Deipira Helen ciężką wzniósł prawicę,
Rąbnął go mieczem w skronie, potrzaskał przyłbicę;
Ta upadła na ziemię, podniosły ją Greki,
Jemu noc nieprzespana zamknęła powieki. Widok ten Menelaja niezmiernie zasmucił,
Zaraz się chciwy pomsty na Helena rzucił. Przeciw sobie obadwa śmiałym krokiem idą,
Ten krzywy łuk napina, tamten wstrząsa dzidą;
I kiedy jeden grozi drugiemu zajadły,
Razem zgubne pociski z obu stron wypadły. Pod piersi w kirys trafia Trojanina strzała,
Ale odbita miedzią, precz w bok uleciała,
A tak żądanej Helen nie odniósł korzyści. Jak w miejscu, gdzie gospodarz ziarna od plew czyści,
Wyskakują z opałki boby albo grochy,
Jak je rolnik podrzuca i wiatr niesie płochy:
Tak grot od Menelaja kirysa odskoczył,
Otarł się o miedź śliską i na stronę zboczył. Atryd młodszy dzirytem Helena nie chybił:
Rękę, którą łuk trzymał, do łuku mu przybił. Ustępuje przed śmiercią, krew obfita ciecze,
Zwisła ręka i ciężki grot za sobą wlecze. Agenor spółziomkowi dał ratunek wczesny:
On Helenowi z ręki wyjął grot bolesny,
Wziął od giermka swojego procę z wełny tkaną,
Tą raniony miał rycerz rękę zawiązaną. Pejzander szybkim idzie na Atryda krokiem
Pchnięty pod jego ciosy nieszczęsnym wyrokiem;
Spodziewa się zwycięstwa; śmierć, nie triumf zyska. Zbliżyli się, w obydwu rękach oręż błyska. Wtedy pierwszy Menelaj pocisk rzuca silny,
Lecz obłąkana dzida poniosła raz mylny. Pewniejszą ręką dziryt Pejzander wymierza,
Trafił, ale twardego nie przebił puklerza;
A choć na dwoje pocisk złamany obaczy,
Śmiały rycerz nie umie poddać się rozpaczy. Menelaj na Pejzandra mieczem znów naciera,
Błyszczy się ostra w ręku Pejzandra siekiera
Z oliwną rękojeścią (pod tarczą wisiała). Obalić przeciwnika chęć w obydwu pała:
Greka w szyszak Trojanin swoim dosiągł ciosem,
Grek w czoło Trojanina ciął nad samym nosem. Potrzaskały się kości, krwią cały się broczy,
Od razu okrutnego wypłynęły oczy;
Nachyla się, upada wpośród bojowiska,
Król go, na piersi nogą stąpiwszy, przyciska,
Odziera świetną zbroję, pyszny łup dostaje,
I chlubny swym zwycięstwem, tak Trojanom łaje:
— «Tym sposobem od floty będziecie odparci,
Wiarołomni Trojanie, na krew tak zażarci! I będziecież przydawać, o ludzie niegodni,
Do obelgi obelgę i zbrodnię do zbrodni? Bóg, co się gościnnymi opiekuje stoły,
Pomści się, miasto wasze obróci w popioły! Żadną nie zaczepieni krzywdą, żadną szkodą,
Wzięliście moje zbiory i małżonkę młodą,
Gdy ona otworzyła dla was dom życzliwy. Dziś chcecie spalić flotę i wyrżnąć Achiwy! Nie zdołacie wy Greków ze szczętem zatracić,
Wkrótce musicie drogo zuchwalstwa przypłacić. Co cię mądrość nad ludzi i nad bogów stawia,
Możesz-że cierpieć takie, Zeusie, bezprawia? Wspierasz zdrajców, ożywiasz w nich odwagę srogą,
Tym sprzyjasz, co się wojną nasycić nie mogą»?…
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia