Póki się dzień przy świetle Jutrzenki rozwijał,
Nawzajem lud srogimi ciosy się zabijał,
Z obu stron równa strata; ale w tej godzinie,
Gdy drwalnik obiad sobie gotuje w dolinie,
Gdy zemdlon pracą czuje swe siły na schyłku,
A wnętrze ckliwie łechce żądanie posiłku
Grecy, bojowej sobie dodając ochoty
I całą moc wywarłszy, łamią Trojan roty. Najpierwszy Agamemnon na czoło wyskoczył
I we krwi Bianora wodza oszczep zbroczył;
Tuż zaraz Oileja zabił, rządcę koni. Rzucił się z wozu rycerz i z oszczepem w dłoni
Stanął przeciw zwycięzcy, lecz się nie ocalił:
Silnym go razem dzidy król Myken obalił
Uderzył nią w przyłbicę: trzasła miedź, kość pękła,
Mózg wyprysnął, padł rycerz, ziemia pod nim jękła… Tych rzuca, gdzie najbardziej roty Ares miesza,
Śmiało na czele mężnych Achajów pospiesza. Piechotni piesze walą pierzchających szyki,
Wozy walczą na wozy z strasznymi okrzyki,
Rumaki piasek miecą twardymi kopyty,
Tuman gęsty się wznosi pod sklep gwiazdolity,
A król mężów, gdy wojsko Dardanów truchleje,
Ściga, swoich zapala i rzeź srogą sieje. Jako gdy się zajadły pożar zajmie w lesie,
Gdzie szalony wiatr chmurę ognistą zaniesie,
Upadają gałęzie, nikną pnie z korzeniem:
Tak też pod niezwalczonym Atryda ramieniem
Spadają Trojan głowy, trupy ziemię kryją,
Konie z próżnymi wozy, pyszną kręcąc szyją,
Biegną, nie czując znanej powoźników ręki:
Leżą, sępom z nich pastwa, żonom długie jęki! Hektora uprowadza Kronida łaskawy
Spośród krwi, zamieszania, rzezi, boju, wrzawy. Atryd pędzi i Greków lud zagrzewa bitny. Już Trojanie grób Ila przeszli starożytny,
Uciekają, gdzie w polu stoi dzika figa,
Pragnąc w mieście schronienia. Tuż ich Atryd ściga… Już zbliżał się pod same mury Ilijonu,
Gdy ojciec nieśmiertelnych z niebieskiego tronu
Stąpił na Idę, piorun trzymając w prawicy,
A wezwawszy Irydy, bogów posłannicy:
— «Bież — rzecze — do Hektora! I nie szczędząc kroku,
Uwiadom go o moim najwyższym wyroku. Póki między pierwszymi Atryd wojowniki
Rozjuszonym oszczepem zmiata w polu szyki,
Póty niech ustępuje, powściąga swą śmiałość,
Troi w pracach Aresa zaleca wytrwałość. Lecz gdy dzidą lub strzałą ranny na wóz wsiędzie,
Dam szczęście Hektorowi, przy nim chwała będzie…»
Rzekł; bogini złotymi ustrojona pióry
Zaraz bieży z Idajskiej do Hektora góry. Bohater na swym wozie nieprzełomnym stoi;
Zbliżywszy się posłanka do obrońcy Troi:
— «Hektorze! — mówi — Zeus panujący w niebie,
Przysyła mnie z takowym poselstwem do ciebie:
Póki między pierwszymi Atryd wojowniki
Rozjuszonym oszczepem zmiata w polu szyki,
Póty unikaj ciosu, powściągaj twą śmiałość,
Troi w pracach Aresa zalecaj wytrwałość. Lecz gdy dzidą lub strzałą ranny na wóz wsiędzie,
Wtenczas przy tobie chwała i zwycięstwo będzie…»
Poszła Irys; wódz boga rozkazu nie zwłoczył,
Lecz w świetnej zbroi z wozu natychmiast wyskoczył,
Dwoma kręcąc oszczepy, wojska upomina. Wracają się Trojanie, nowy bój się wszczyna,
Zwyciężeni zwycięzcom niosą grom straszliwy,
Lecz znowu roty swoje zwierają Achiwy.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.