Mówił trwożny, by nie czcił stopnia w jego bracie. — «Gdy wybór towarzysza przy mnie zostawiacie,
Z którym tak niebezpieczną mam odprawić drogę
Rzekł Tydejd — jakże minąć Odyseusza mogę? W największych on trudnościach swoim sercem włada,
Nic go nigdy nie zmiesza, kocha go Pallada. Przezorną roztropnością jego prowadzeni,
Potrafim wyjść bez szwanku i z samych płomieni». A na to mu Odyseusz rzekł niespracowany:
— «Przyjacielu! Oszczędzaj pochwał i nagany,
Mówisz wśród ludzi, którzy sądzić nas umieją. Już zbliża się Jutrzenka, już gwiazdy blednieją,
Dwie części nocy uszło, a cień się przesila,
I sprzyjająca dla nas niedługa jest chwila… Uzbroiwszy się, pierwsze zostawują wodze,
A sami pospieszają w przedsięwziętej drodze. Pallada dla nich czaplę zsyła przewodnikiem. Nie widzą jej w ciemnościach, ale za jej krzykiem,
Słysząc go po prawicy, kierują swe ślady. Ucieszony Odyseusz tak wzywa Pallady:
— «Słuchaj mnie, córo gromy niosącego pana! Twoja pomoc we wszystkich pracach mi doznana,
Wiem ja, że mi za każdym towarzyszysz krokiem,
Racz więc i dziś łaskawym na mnie spojrzeć okiem! Niech zdrowo nas wróconych Achaje obaczą,
A Trojanie naszego czynu długo płaczą!»
Znowu Tydejd z kolei tę modlitwę czyni:
— «Wielka córo Zeusa, przemożna bogini,
Tak chciej wspomagać syna, jakeś ojca wsparła! Gdy przy Azopie grecka broń się rozpostarła. Tydeja wojsko do Teb wybrało za posła;
Mowa jego Kadmejom słodki pokój niosła. Lecz z twej łaski, gdy ludu wolę wytłumaczył,
Niepojętymi dziwy swój powrót oznaczył. Niechże i ja pomocną mam twoją prawicę:
Poświęcę ci w ofierze roczną jałowicę. Jeszcze jarzmem nie tkniętą, nad to w kruszec drogi
Świeżo wyrastające obwiodę jej rogi». Nadaremnie wezwali Pallady pomocy. Jak srogie lwy, pokryte czarnym cieniem nocy,
Idą przez krwi strumienie dwa waleczne męże,
Przez rzeź, przez trupów stosy i mnogie oręże. I Hektor sobie pracy nie umiał oszczędzać,
Nie dał na spaniu nocy Trojanom przepędzać,
Lecz pierwszych zgromadziwszy rycerzów do rady,
Wynurzył im głębokie swej głowy układy:
— «Kto mi wykonać gotów, co myśl moja poda? Za tę przysługę wielka czeka go nagroda;
Prócz chwały, którą ściągnie na niego czyn taki,
Wóz mu dam najpiękniejszy, najlepsze rumaki,
Jakie mają w obozie swym nieprzyjaciele. Ale tego wyciągam po nim, aby śmiele
Poszedł do floty greckiej. Tam się mu pokaże,
Czyli, jak dotąd, pilne odprawują straże,
Czy naszą bronią starci, pracy się wyrzekli
I tylko myślą o tym, by zręcznie uciekli? Na to umilkli wszyscy. Był między Trojany
Syn woźnego Eumeda, rycerz Dolon zwany. Ten i w złocie, i w miedzi wielkie liczył zbiory;
Z wyglądu niepoczesny, ale w nogach skory;
Pięcia otoczon siostry, sam był jedynakiem. On się między Trojany okazał junakiem:
— «Hektorze! Tyle czuję rycerskiej ochoty,
Że do naw pójdę śledzić Achajów obroty. Wznieś berło, wezwij boga, co piorunem grozi,
Że świetny wóz, na którym Achilles się wozi,
I pyszne jego konie otrzymam w nagrodę.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.