lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 45

Iliada - Homer - Strona 45

— «Jedno — mówi — o Projcie, z dwojga dziś wybieraj:
Zabij Bellerofona, albo sam umieraj,
Gdyż on chciał niegodziwie twoje skazić łoże». Na to król gniewu w sobie powściągnąć nie może,
Jednak, przez wzgląd na bogi, sam rąk nie zakrwawił. Do Likiji go zatem z listami wyprawił,
W których śmierć dla zacnego młodzieńca wyryta;
Mniemał, że go świekr zgubi, skoro je przeczyta. Wyjechał za boskimi bohater powody
I tam stanął, gdzie wartkie toczy Ksantus wody. Przyjął go król, przez dziewięć dni zastawiał stoły,
Dawał biesiady, bogów czcił dziewięcią woły. Gdy dziesiąta jutrzenka cień spędziła mglisty,
Dopiero się natenczas rycerza o listy
Przywiezione od Projta, swego zięcia, spytał. A skoro charaktery złowrogie przeczytał,
Zaraz młodzieńca w prace niebezpieczne wprząga:
Chimerę znieść, strasznego każe dziwoląga,
Który nie był ludzkiego, lecz boskiego rodu:
Z przodu lew, koza w środku, kręty smok od spodu,
A z paszczy ognistymi buchała potoki. Zabił ją, mając nieba pomyślne wyroki. Wnet się chwałą rycerską z Solimy ozdobił
I w walce, która była najstraszniejsza, pobił;
W trzecim zaś boju zgromił Amazonki srodze. Gdy wracał, król zasadzki zrobił mu na drodze,
Najprzedniejszego z Lików pozostawiał męża;
Lecz i tych Bellerofon szczęśliwie zwycięża:
Zbici wszyscy i żaden nie wrócił do domu. Więc uznawszy w nim boską krew z tego pogromu,
Zatrzymał go u siebie, dał córkę za żonę
I na pół z nim królewską podzielił koronę. Od Lików mu najlepsza ziemia wydzielona,
Równie w zboże obfita, jako w winne grona. Z tego małżeństwa wyszło na świat troje dzieci,
Laodamija, Izandr i Hippoloch trzeci… Hippoloch jest tym mężem, który mi dał życie. Ten pomny i o swoim, i przodków zaszczycie,
Zalecał mi usilnie, gdy mnie słał pod Troję,
Bym się nad innych wsławiał przez waleczność moję
I ojców krwi nie kaził, z których wśród Efiry
I Likiji największe były bohatyry. Oto krew, oto przodki, z nich jestem zrodzony». Tymi słowy niezmiernie Tydejd ucieszony,
Utknąwszy w ziemię dzidę okutą żelazem,
Do syna Hippolocha tym rzecze wyrazem:
— «Wiedz, Glauku, że nas dawna połącza gościnność:
Ojnej dla dziada twego wyrządził uczynność
W domu przez dni dwadzieścia, a Ojnej mi dziadem. Związali się wzajemnym przyjaźni zakładem:
Bellerofon dał kielich Ojnejowi złoty,
A ten — pas purpurowy, przecudnej roboty. W domum go schował, idąc do krwawej potrzeby. Dziecięciem byłem, Tydej gdy poszedł pod Teby:
Sławna wyprawa śmiercią bohaterów wielu. Więc w Argos ty masz gościa we mnie, przyjacielu,
Ja, gdy w Likiji kiedy stanę, mam go w tobie. Nie przystoi nam bronią walczyć przeciw sobie! Dość ofiar w sprzymierzeńców i Trojan szeregu,
Których mi Bóg nasunie lub doścignę w biegu. I ty na innych Greków twoim bij dzirytem,
Ich zwalczając, rycerskim okryj się zaszczytem. Teraz zamieńmy zbroję i tymi zakłady
Utwierdźmy zawiązaną przyjaźń między dziady».
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia