lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 178

Iliada - Homer - Strona 178

Już Jutrzenka szkarłatne ukazała skronie:
Oni ku miastu z jękiem popędzają konie,
Na przedzie z martwym ciałem postępują muły. Nikt nie był z mężów, z niewiast, tak ranny, tak czuły,
Jak Kasandra. Ta pierwsza na zamek pobiegła,
Ta herolda i ojca lubego postrzegła,
I na wozie złożone ciało wojownika;
Jęczy, na wszystkie strony żałobnie wykrzyka:
— «Trojanie i Trojanki! Nuż więc, teraz śpieszcie! Jak zwycięzcę Hektora witaliście w mieście,
Gdy z tryumfem powracał z wojennego trudu:
Idźcie! On był zaszczytem ojczyzny i ludu!»
Wszystkich żal przejął, całe miasto się wyrusza,
Męże, niewiasty, żadna nie została dusza. Pod bramą na trup żona i matka upada,
Rwą włosy, a płacząca ciśnie się gromada. Tak nad wielkim Hektorem byliby zapewne
Aż do zachodu słońca ronili łzy rzewne,
Gdy Pryjam rzecze z wozu: — «Ustąpcie, Trojanie,
Dajcie mi wolne przejście! Kiedy w domu stanie,
Tam będziecie nad ciałem do woli płakali». Rozstąpili się, mułom z wozem miejsce dali. W domu złożono ciało na łoże ozdobne:
Wtedy śpiewaki pieśni zaczęli żałobne
Dla ostatniej zmarłego bohatera cześci;
Ich głosom towarzyszy w kolej jęk niewieści. Andromacha Hektora głowę w rękach trzyma,
Zaczyna żal z pełnymi łez rzewnych oczyma:
— «Giniesz, kochany mężu, w samym wieku kwiecie,
Mnie wdową zostawujesz! Nasz syn, jeszcze dziecię,
Któreśmy nieszczęśliwi rodzice wydali,
Nie dorośnie lat, prędzej to miasto się zwali. Nie ma w tobie, Hektorze, największej obrony:
Tyś sam ocalał dzieci i cnotliwe żony;
Wszystkie teraz zwycięzca weźmie na swe statki! Ty, synu, lub popłyniesz w towarzystwie matki,
Gdzie (takiż widok moje zasmuci oblicze!)
Twardy cię pan na prace skaże niewolnicze;
Albo tu który z wodzów achajskich zajadły,
Że ich liczne Hektora ręką męże padły,
Na tobie brata, ojca, syna mszcząc się zgonu,
Zepchnie na zatracenie z wieży Ilijonu. A mnie nędzną skazałeś na dozgonne jęki,
Konając nie ściągnąłeś z łoża do mnie ręki,
Aniś wyrzekł jakiego roztropnego słowa,
Które by, jak ostatnią pamiątkę, twa wdowa
Rozmyślała łzy lejąc i we dnie, i w nocy». Tak biedna narzekała na swój stan sierocy,
A niewiasty łączyły głębokie wzdychania. Hekuby żal gwałtowne przerywają łkania:
— «Najukochańszy z synów, mój Hektorze drogi! Póki byłeś przy życiu, kochały cię bogi,
I po śmierci doznałeś względnej ich opieki:
Innych synów przedawał Pelid w kraj daleki,
Słał do Imbru lub Samu, lub na wyspę twardą
Lemnu, gdzie żyli w więzach i okryci wzgardą;
Tyś padł w szlachetnym boju. Prawda, iż się srożył,
Żeś mu Patrokla trupem twą włócznią położył,
Włóczył cię koło grobu!… O! Zemsta zaciekła! Jednak go tą srogością nie przywołał z piekła. Ciebie oglądam świeżym, masz twą piękność całą,
Jakbyś najłagodniejszą poległ Feba strzałą». We wszystkich ciężkie jęki wzbudził płacz królowy. Trzecia, Helena tymi żal zaczyna słowy:
— «Hektorze, z braci męża najwięcej mi luby!
(Z pięknym bowiem Parysem związały mnie śluby.)
Ach! Czemum nie zginęła pierwej nieszczęśliwa!
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia