lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 123

Iliada - Homer - Strona 123

Już wtedy Hektor świetne zdarł z Patrokla łupy,
Ciągnął go, chcąc znieważyć sposobem niegodnym:
Odciąć głowę, na pastwę ciało dać psom głodnym,
Gdy Ajas z równym wieży puklerzem przypada. Kryje się w tłumie Hektor, szybko na wóz wsiada,
Zlecając swoim, żeby pyszny łup tej zbroi,
Pamiątkę jego chwały, zanieśli do Troi. Ajas zasłania drogie swym puklerzem zwłoki. Jak lwica młodych dzieci wspierająca kroki,
Gdy ją w lesie myśliwców tłum nagle obskoczy,
Gniewna, na wszystkie strony wzrok zajadły toczy,
Brew ściągniona źrzenice zasłania jej prawie:
W tak strasznej Ajas trupa obchodził postawie. Miał przy sobie mężnego obok Menelaja,
Którego każda chwila boleści podwaja. Wtedy Glauk, co na czele dzielnych Lików staje,
Ostrym nań patrząc wzrokiem, Hektora tak łaje:
— «Hektorze! Kiedyś łatwo do ucieczki skory,
Jak sobie śmiesz rycerskie przywłaszczać honory?… Jaka będzie dla niższych rycerzy obrona,
Gdyś pozwolił wziąć Grekom ciało Sarpedona,
Z którym cię i przymierze, i przyjaźń wiązały? On, póki żył, dla waszej obrony żył cały,
Nieraz ciebie i Troję wsparły jego ręce;
Chciałżeś go wyrwać dzisiaj chciwej psów paszczęce? Jeśli zechce lud, wracam do mojej krainy:
Nic Troi od ostatniej nie zbawi ruiny. Gdybyć Trojanie mieli w swych sercach natchniętą
Śmiałość niezwyciężoną, odwagę niezgiętą,
Jaką mieć swej ojczyzny obrońcom przystoi,
Wnet by ciało Patrokla było w murach Troi. A skoro byśmy jego zostali panami,
Niezadługo by przyszli do nas Grecy sami. Nic by im dla Patrokla drogim się nie zdało,
Daliby Sarpedona i zbroję, i ciało,
Bo największego męża, który tu przypłynął,
Najmilszy w nim towarzysz i przyjaciel zginął. Lecz bałeś się wielkiemu Ajasowi dostać,
Sam cię przeraził jego wzrok i groźna postać. Przyznaj więc, że w nim większa odwaga i śmiałość». Hektor obrażon: — «Glauku! Skąd twoja zuchwałość? Mniemałem, przyjacielu, że z likijskiej młodzi
Żaden cię w roztropności rycerz nie dochodzi;
Nie wiem, jak mam osądzić teraz płochość twoję. Mówisz więc, że z Ajasem potykać się boję
Nie drżałem ja ni w mężów, ni w rumaków tłumie,
Lecz wszystkie nasze chęci Kronid zniszczyć umie:
Największego rycerza osłabi on męstwo,
Zapali w nim odwagę lub wydrze zwycięstwo. Stań przy mnie, abyś próbę potrzebną uczynił,
Czy ja tak gnuśny jestem, jakeś mnie obwinił,
Czy też w tej walce długiej, niżli zajdzie słońce,
Poznają moją rękę Patrokla obrońce». Wraz woła: — «Idźcie śmiało, Trojanie i Liki! Wytężcie wszystkie siły, mężne wojowniki!… Sam wszędzie biega, wszędzie grzeje lud orężny. Mestles, Glauk, Medon, Forkis, Asteropej mężny,
Tersyloch, co achajskie roty dzielnie gromi,
Dejzenor, Ennom wieszczek, Hippotoj i Chromi,
Rycerze, co w Aresa pracach towarzyszą,
Z piersi wodza swojego te wyrazy słyszą:
— «Słuchajcie, niezliczone wojska sprzymierzeńców! Nie dla liczbym tu waszych zgromadził młodzieńców,
Ale że ich przydana broń do waszej broni
Żony i dzieci Trojan od Greków zasłoni. Ciągnąc z mojego ludu żywność i pobory,
Nagradzam was, by każdy był do boju skory.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia