Zaraz Hektor z największym zapałem uderzy. Jako gdy szumem wicher po polach się szerzy,
A Zeus trzaskające pioruny zapala
Wzmaga się hałas, morze straszna tłucze fala,
Wzdyma wody i ryczy ocean zhukany,
Na bałwanach spienione wznoszą się bałwany:
Tak za Hektorem Trojan cisną się tysiące,
Śpieszą hufce po hufcach, od miedzi błyszczące. Godzien z Aresem chwały podzielać zaszczyty
Idzie Hektor; ma puklerz z wołowych skór zbity,
Nieprzełamana z miedzi blacha go pokrywa,
Na głowie szyszak świetny, nad nim kita pływa. Naciera mężnie, roty przełamać się kusi,
Patrzy, czy do ucieczki Greków nie przymusi;
Lecz nie trwożył się żaden mąż jego widokiem. Pierwszy Ajas na przodek wielkim wyszedł krokiem,
I w te wyzwał go słowa: — «Zbliż się więcej ku mnie! Myślisz, że nas przestraszysz tym, iż grozisz dumnie? Umiemy walczyć, boju nikt się z nas nie lęka,
Zeusa tylko mściwa przytłacza nas ręka. Chciałbyś ty ogień rzucić do achajskich łodzi,
Ale nam do odparcia na sile nie schodzi:
Prędzej ręką Achajów miasto wasze zginie
I w wiecznej zagrzebane zostanie ruinie. Niedaleka ta chwila, gdy chroniąc się zguby,
Zeusowi i bogom będziesz czynił śluby,
Aby twe bystre konie ptaka biegły lotem,
Unosząc cię do Troi przed śmiertelnym grotem». Rzekł, a wtem orzeł z prawej przeleciał mu strony. Krzyknął lud grecki, dobrą wieszczbą ucieszony. A Hektor: — «O Ajasie! Przechwalco zuchwały! Jakież mi się od ciebie słowa słyszeć dały? Obym tak był Zeusa syn, tak nie umierał,
I taką, jako Hery plemię, cześć odbierał,
Dzieląc gody śmiertelnych z Febem i Palladą,
Jak dzień ten będzie Greków ostatnią zagładą! Dostój tylko, a zguba twoja nieomylna
Oto cię ta na ziemię zwali dzida silna;
Białe twe ciało będzie pastwą psom i sępom». To rzekłszy, krzycząc śmiałym przywodzi zastępom. Tylne wojska też same powtórzyły krzyki,
Równym głosem zagrzmiały greckie wojowniki. Silne natarcie, silne było odpieranie,
A nieba przebijało obu stron wołanie.
Księga XIV
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.