lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 176

Iliada - Homer - Strona 176

Ale mu niebo w innym uskąpiło względzie,
Tronu jego potomstwo po nim nie osiędzie:
Jednego spłodził syna i ten prędko zginie. Oto pędzę dni smutne w dalekiej krainie,
Żadnym nie będąc wsparciem dla starego ojca,
Tu siedzę, twój niszczyciel, twych synów zabójca. I na ciebie bogowie wylali swe dary:
Co tylko dzierży Lesbos, gdzie rządził Makary,
Flygija i Hellespont, toś wszystko posiadał,
Nadto świetne i liczne potomstwo bóg nadał. Lecz twoje szczęście w jednej nie trzyma się mierze:
Wre bój przy murach miasta, giną wam rycerze. Znoś więc! Żaden od nędzy nie wyjęty człowiek,
Przytłum w sercu boleści i otrzyj łzy z powiek,
Bo nie odzyskasz syna, który już w Erebie,
Nie wskrzesisz go, a płaczem gubisz jeszcze siebie». — «Nie zapraszaj, bym siedział — rzekł mąż równy bogu
Póki Hektor niegrzebny przy twym leży progu. Oddaj ciało niezwłocznie, o tę łaskę proszę,
Chciej przyjąć liczne dary, które ci przynoszę. Obyś ich użył, miłą obaczył ojczyznę,
Gdyś mi życie zachował, uczcij mą siwiznę. Przez ciebie jeszcze słońca cieszę się widokiem». Pelid na niego patrząc zapalonym okiem:
— «Nie chciej mnie gniewać, starcze, nie bądź mi natrętny! Nimeś przyszedł, Hektora oddać byłem chętny… Nie wzbudzaj we mnie gniewu, przestań mi się kwilić,
Żebym cię stąd nie wypchnął; tak, winny dwa razy,
Zgwałciłbym ludzkość, złamał Zeusa rozkazy». Drżący król woli jego poddać się nie zwłoczył,
Z prędkością lwa z namiotu Achilles wyskoczył,
Lecz nie sam: Automedon, Alkim za nim śpieszy:
Ich przyjaźnią po stracie Patrokla się cieszy. Konie i muły z jarzma wyprzągłszy, prowadzą
Woźnego do namiotu i na krześle sadzą;
A z wozu ładownego biorą sprzęt bogaty,
Przeznaczony dla ciała Hektora opłaty… Brankom ciało myć kazał i maścić na boku,
Chcąc ojcu bolesnego oszczędzić widoku… Miękka dłoń dziewic myje ciało i namaszcza,
Okrywa piękną szatą i obwodem płaszcza. Pelid je na pogrzebne łoże dźwignął z ziemi
I na wozie położył z towarzyszami swemi,
A wzywając Patrokla wpośród jęków wielu:
— «Nie miej mi — rzecze — za złe, miły przyjacielu,
Jeśli się w Hadzie dowiesz o moim uczynku,
Żem wziął okup za ciało w drogim upominku…»
Powróciwszy, naprzeciw Pryjama usiądą
I co uczynił, tymi słowy opowiada:
— «Masz syna! Byłem twemu powolny życzeniu;
Rano go przy Jutrzenki obaczysz promieniu. Teraz przyjmij posiłek, uśmierz serca mękę. I Niobe ściągnęła do pokarmu rękę,
Chociaż dwunastu dzieci żałowała straty. Sześć miała cór, sześć synów, jakby świeże kwiaty:
Synów jej brzmiąca Feba zabiła cięciwa,
Córy strzałą Artemis obaliła mściwa
Za to, że matka śmiała równać się Latonie… Przez dziewięć dni leżały wśród własnej posoki,
Nie grzebane, Zeus w twarde lud zmienił opoki;
Dziesiątego dnia bogi złożyły ich w grobie. Po łzach matka pokarmu nie przeczyła sobie… My, zacny starcze, ból nasz zwyciężmy nareście:
Napłaczesz się dość syna, gdy już będziesz w mieście,
Tam niech nic nie tamuje biegu łzom rzęsistym».
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia