Z obu stron groźne czoła: najpierwszy uderzy
Agamemnon, chcąc wszystkich wypędzić rycerzy. Teraz, niebieskie muzy, chciejcie mi objawić,
Kto pierwszy pod broń jego odważył się stawić,
Czy to z walecznych Trojan, czy z ich sprzymierzeńców. Ifidam, wzrostem, męstwem najpierwszy z młodzieńców,
Godny syn Antenora, w Tracyi chowany,
W domu Kissesa, ojca swej matki, Teany. Na wstępie lat młodzieńczych, kiedy przedsięwzięcia
Wielkie podnoszą umysł, wziął go dziad za zięcia. Ale szlachetny rycerz, chwałą zapalony,
Słysząc o wojnie greckiej, z domu młodej żony
Poszedł z dwunastą nawy, i w Perkocie swoję
Rzuciwszy flotę, lądem udał się pod Troję. On pierwszy z mężów z królem spotkał się w tej chwili,
A kiedy już obadwa blisko siebie byli,
Król Myken oszczep cisnął, lecz chybił rycerza:
Ifidam zaś kierował grot niżej pancerza. Odparł go pas, i chociaż wielką siłą pchnięty,
Srebrem grot zatrzymany, jak ołów był zgięty. Ciągnie król oręż jego, wnet w rękach Atryda
Wydarta z Ifidama rąk została dzida. Zaraz mu w szyję mieczem raz śmiertelny zadał:
Tak życie, broniąc swoich współziomków, postradał
I od żony daleko zginął rycerz młody,
Za którą próżno ojcu liczne oddał trzody… Starszy syn Antenora, sławiony przez męstwo,
Koon, śmierć brata widząc, Atryda zwycięstwo,
Tak zabolał, iż oczy stanęły mu w mroku. Więc się przybliża skrycie do zwycięzcy boku
I natychmiast go w rękę pod łokciem ugodzi:
Na drugą stronę ostre żelazo przechodzi. Niezmiernym Agamemnon bólem był przejęty,
Ale nie przestał boju, lecz srożej zawzięty
Rzuca się i Koona oszczepem dościga,
Gdy on, wołając na swych, braterski trup dźwiga. Nieszczęsny! Chcąc ocalić brata, podpadł zgubie:
Król mu głowę odwalił na bratnim tułubie… Dopóki krew mu wrząca wytryskała z rany,
Dzidą, mieczem, kamieńmi walczył na Trojany;
Zwalał wszystkich, ktokolwiek śmiał mu się nawinąć. Ale gdy z oschłej rany przestała krew płynąć,
Mimo mężne wytrwanie ból wielki go przeszył… Wsiadł na wóz, każąc słudze, by do floty śpieszył,
Ale wprzód niźli odszedł, lubo cierpiał srodze,
Tak do boju zagrzewał i wojska, i wodze:
— «Przyjaciele! Rycerze pomiędzy Achiwy! Odpierajcież wy teraz od naw bój straszliwy,
Kiedy Zeusa twarde wyroki nie dały,
Abym dziś z Trojanami walczył przez dzień cały». Rzekł, a biczem powoźnik bystre konie bije;
Te do naw biegną, pyszne wykręcając szyje,
Kurz im grzbiety okrywa, piana na pierś pryska,
Gdy rannego unoszą króla z bojowiska. Hektor widząc, że Atryd z boju się oddalał,
Tak do rycerskich czynów Trojany zapalał:
— «Trojanie i Likowie! Postawcie się śmiele,
Okażcie zwykłe męstwo, wierni przyjaciele! Najstraszniejszy mąż z Greków ranny uszedł z pola,
Nam zwycięstwo przeznacza dziś Zeusa wola. Nuż! Dla tym większej chwały, ścisnąwszy orszaki,
Na lud grecki dzielnymi natrzyjcie rumaki»! Tymi słowy zapala umysł boju chciwy. Jak psy ręką i głosem zachęca myśliwy,
By na lwa lub odyńca uderzyły śmiele:
Tak swoich grzeje Hektor.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.