lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 124

Iliada - Homer - Strona 124

Trzeba zatem, żebyście mężnie nacierali,
Czyli z was który zginie, czyli się ocali:
Taki jest układ wojny. Kto więc pójdzie śmiało,
Kto Ajasa odpędzi, uniesie to ciało,
Temu ja dam połowę Patrokla zdobyczy
I jednaką z Hektorem chwałę odziedziczy». Tylko to wyrzekł, długie wyciągnąwszy piki,
Z całymi siły mężne idą wojowniki,
Pewni wydrzeć łup z ręki syna Telamona. Bezrozumni! Broń jego mnóstwo ich pokona. Ajas, choć pełen w piersiach odwagi i siły,
Mówi do Menelaja: — «Królu, niebu miły! Już się ostatnia dla nas przybliża godzina. Nie tak mnie los obchodzi Menojtija syna,
Który tu psy i sępy swym nakarmi trupem,
Jak — byśmy oba śmierci nie zostali łupem. Cały lud Hektor na tej zgromadził równinie,
Z wojennym idzie tłumem: zguba nas nie minie. Niech głos twój najmężniejszych Greków tu przywoła,
Jeśli tylko w tym wrzasku kto usłyszeć zdoła». Menelaj, równie smutnym przerażony losem,
Woła na Greki silnie natężonym głosem:
— «Rycerze! Co przywodząc w polu wojska nasze,
Przy Atrydach spełniacie uwieńczone czasze!… Ze wszech stron pożar wojny zajął się tak srogo,
Że wcale niepodobna z was rozeznać kogo:
Lecz śpieszcie na to miejsce, by przez wasze wsparcie
Psom zgłodniałym nie poszedł Patrokl na pożarcie». Ajas, syn Oileja, pierwszy głos ten słyszy
I zaraz bieży spośród swoich towarzyszy,
Za nim król Idomenej, a za jego bokiem
Śpieszy Merion, godny stać pod Aresa okiem. Lecz kto wszystkich imiona ogarnie w swej myśli,
Którzy z nimi dla wsparcia tego boju przyśli? Pierwsi na nich Trojanie uderzyli tłumem,
Hektor szedł na ich czele. A jak z strasznym szumem
Przy ujściu rzekę morskie odbijają wały,
Raz noszą ryk po lasach okoliczne skały:
Z takim krzykiem na Greków Trojanie natarli. Ci jednym tchnący duchem mężne roty zwarli
I murem tarcz Patrokla zasłonili zwłoki. Zeus przy kitach ciemne rozciągnął obłoki… Pierwsi od Trojan Grecy zostali odparci;
Lecz choć na nich Trojanie wpadli tak zażarci,
Żadnego nie zabili, tym zajęci cali,
Aby zwłoki Patrokla czym prędzej porwali. Ale niedługo z miejsca Greków strach oddalił:
Nagle się powracają, Ajas ich zapalił. On męstwem, wzrostem wszystkie przewyższa rycerze
I po boskim Achillu pierwsze miejsce bierze,
On przebił drogę między silnymi orszaki. Jak odyniec, przez gęste przedarłszy się krzaki,
Rozpędza psów i ludzi, gdy kłami zaszczęka:
Tak wielkiego Ajasa niezwalczona ręka
Skupione przy Patroklu rozbija Trojany,
Mniemające, że wezmą łup tak pożądany… Przy Patroklu dzień cały bój okrutny wszczęty:
Równie w rzezi Trojanin, równie Grek zawzięty:
Uziajał ich i zwalał tam Ares surowy
Potem, kurzem, posoką, od stopy do głowy. Jak garbarz, namaściwszy tłuszczem skórę z wołu,
Każe ją mnóstwu ludzi uchwycić pospołu;
Ci gdy równo pociągną, wraz się skóra poci,
A tłustość w nią wstępuje na miejsce wilgoci:
Tak oni ciągną ciało Patrokla ku sobie
I w ciasnym miejscu strony wydzierają obie. Jedna nadzieja Trojan i Achajów poi,
Tych, że je do naw wezmą, tamtych, że do Troi…
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia