lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 151

Iliada - Homer - Strona 151

Jeśli Achilla przeląkłszy się broni,
Pierzchnę z pierzchającymi, i tak mnie dogoni,
Zginę podle, jak człowiek bez cnoty, bez męstwa;
Jeśli mu tu pozwolę dokonać zwycięstwa,
Oddalę się od murów na Idy doliny
I tam się między gęste ukryję krzewiny:
Ochłodzony wieczorem i omyty z potu
Pewny jestem łatwego do miasta powrotu. Lecz co myślę? Jakimże uwodzę się błędem? Niech mnie zoczy i szybkim niech doścignie pędem,
Nic mnie nie zbawi, zginę przez nikczemność własną,
Bo choć największe siły ludzkie, przed nim gasną. Czemu z orężem w ręku naprzeciw nie stanę
Wszak śmiertelny, ma duszę i może wziąć ranę… Taką ukrzepion myślą na Achilla czeka;
Ręka drży, aby walczyć, serce jej dowodzi. Jak na myśliwca z krzaków pantera wychodzi,
Nie trwoży jej blask broni ani psów szczekanie
I choć pierwszy oszczepem krwawy raz dostanie,
Jednakże, zapalona, boju nie odbiegnie,
Aż lub rani myśliwca, lub sama polegnie:
Tak się syn Antenora — Achilla nie lęka,
Póki obu nawzajem nie zmierzy się ręka. Wystawia przed się puklerz, oszczep swój wymierza,
I tymi słowy głośno woła do rycerza:
— «Więc ty mniemasz, żeś mocą nieodparty żadną? Że dziś przed tobą mury trojańskie upadną? Głupi! Wiele przy naszych ucierpicie szańcach! Ma dość obrońców Troja w swych mężnych mieszkańcach,
Którzy walczym za ojców, za dzieci i żony. A ty, luboś tak strasznym ogniem zapalony,
Zginiesz! Ten jest dla ciebie wyrok nieomylny». To Agenor wyrzekłszy, rzucił pocisk silny. Ten trafia pod kolano, z pewnej puszczon ręki:
Nagolenice ostre wydawały dźwięki;
Ale nie doszedł ciała, we krwi się nie zbroczył,
Boskim dziełem odparty, warknął i odskoczył. Pelid na Agenora swe siły wywiera,
Lecz mu pewną z rąk chwałę Apollo odbiera:
Okrył obłokiem, wstrzymał wyrok ostateczny. Tak wyszedł z tego boju Trojanin bezpieczny. Sam zaś, aby zwycięzcę od murów oddalił,
Wziął postać Agenora. Pelid się zapalił,
Ścigał za nim; ten długą uciekał równiną,
Gdzie srebrnego Skamandru kręte nurty płyną:
Niewiele zaś poprzedzał, bo go łudził zdradnie,
Że Agenora w każdym momencie dopadnie. Tymczasem w bramy wchodzą Trojany struchlałe,
Drżącymi napełniając tłumy miasto całe. Nikt za murem nie czekał, ażeby obaczył,
Kto się zbawił, kto dzień ten swą śmiercią oznaczył. Hurmem lecieli wszyscy, strwożeni, wybladli:
Szczęśliwi, którzy miasta bez szwanku dopadli!

Księga XXII
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia