Tak za łaską Zeusa tęgi odpór damy,
Ścigając nieprzyjaciół aż pod miasta bramy». Tym słowem Grek zapalon, niezwruszony stoi. Jak w zimie, gdy się Zeus w swe groty uzbroi
I nakazawszy wiatrom Północy milczenie,
Skład wilgoci, niebieskie otworzy sklepienie… Tak tam z obu stron gęste kamieni ciskanie,
Grecy na Trojan miecą, na Greków Trojanie. Wzdłuż muru bój zawzięty, grzmi powietrze wrzaskiem
I głos mężów z chrapliwym głazów miesza trzaskiem. Jednak z Trojany mimo najgorętszej żądzy
Nie złamałby bram Hektor i mocnych wrzeciądzy,
Gdyby w swym synu Zeus męskiej nie wzmógł cnoty,
Aby jak lew na woły wpadł na greckie roty. Z dwiema dzidy Sarpedon drze się na mur gwałtem;
Na piersiach gładki, cudnym wyrobiony kształtem,
Z byczych skór, blachą kryty trzyma puklerz tęgi,
Który złoto świetnymi obwodzi okręgi. Z takim puklerzem idzie wódz Lików narodu. Jak lew na górach karmion, niecierpliwy głodu,
Długo w krwawej paszczęce nie mając mięsiwa,
I na bronną owczarnię śmiało się porywa,
Choć tam straż czuwającą z każdej widzi strony,
Choć gotowi i męże, i psy do obrony,
Jednak, żwawy, od owiec nie odejdzie wprzódy,
Aż uderzy i albo porwie co z zagrody,
Albo ostrym pociskiem ranny sam polegnie:
Tak do muru Sarpedon zapalony biegnie,
Tym słowem grzeją Glauka, Hippolocha syna:
— «Za co czci nas jak bogów likijska kraina? Za co na ucztach zawsze pierwsze miejsce nasze? Lepsza część na biesiadach? Większe z winem czasze? Za co dzierżym przy Ksancie tak obszerne niwy,
Okryte winnicami i pięknymi żniwy? Oto, żebyśmy stojąc na wojsk naszych czele,
Tam szli pierwsi, gdzie Ares plon najgęstszy ściele. Niech się dadzą usłyszeć Lików głosy zgodne:
— «Wodze nasze, prawdziwie swego miejsca godne,
Tłustym się mięsem, słodkim zasilają winem,
Lecz też wszystkich przechodzą bohaterskim czynem». Gdybym wiedział, że jeśli strzec będziem się broni,
Starość nas nie nachyli, śmierć nas nie dogoni,
Ani sam do szlachetnej spieszyłbym kurzawy,
Ani ciebie do pięknej zachęcałbym sławy. Ale gdy nad człowiekiem wisi wyrok srogi
I tysiączne do śmierci prowadzą nas drogi,
Pójdźmy walczyć i wpośród krwawego pogromu
Lub miejmy z kogo chwałę, lub z nas dajmy komu»! Tak rzekł; przejął Glauk w serce ten zapał szlachetny. Idą, za nimi idzie Lików zastęp świetny. Zląkł się Menestej, widząc spieszących do wieży,
Której bronił na czele ateńskiej młodzieży. Spojrzał na wszystkie strony upatrując męża,
Co by młódź Aten siłą swego wsparł oręża. Widzi obu Ajasów słonym zlanych potem
I Teukra, co dopiero rozstał się z namiotem;
Lecz by go nie słyszeli, by najmocniej krzyczał,
Taki od tarcz i przyłbic, i bram łoskot ryczał,
Bo do każdej Trojanie zbiegali się hurmem,
Chcąc koniecznie gwałtownym wywalić je szturmem. Więc woźnego Toota w tym ostrzega słowie:
— «Pójdź! Mów, niech mężni do mnie przyjdą Ajasowie,
A oba, jeśli można, bo likijskie hordy
Niosą do nas broń straszną i okrutne mordy. Wodze ich, które zawsze walecznie się biły,
Wszystkie przeciw nam teraz obracają siły.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.