lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 108

Iliada - Homer - Strona 108

A jak ostrym toporem cieśla zręcznie włada,
Którego sztuki sama uczyła Pallada,
I za sznura kres ostrej nie zapuści stali:
Tak ci w równi zupełnej bój utrzymywali. Po wszystkich stronach walka uparta się szerzy. Hektor z okrytym chwałą Ajasem się mierzy,
Przy jednej walczą nawie; ni Hektor jej spalić,
Ni Ajas od niej może Hektora oddalić. Już Kaletor niósł ogień, ów śmiały syn Klity,
Lecz w piersi został dzidą Ajasa przeszyty:
Leci na ziemię, głownia z ręki mu wypada. Patrząc na śmierć krewnego Hektor się rozjada
I wielkim głosem woła na trojańskie szyki:
— «Trojanie i Dardany, i waleczne Liki! Nie ustępujcie z miejsca, walczcie w tej ciaśninie
I nie dajcie wziąć zbroi po Klitiosa synie»! Skończył i długą dzidę w Ajasa wymierzył;
Chybił go, Likofrona mężnego uderzył. Przymuszony z Kitery uciec dla zaboju,
Ajasowi w rycerskim towarzyszył znoju;
Przy boku przyjaciela stał bohater dzielny,
Przy nim walczył, gdy w głowę dostał raz śmiertelny;
Bez duszy z wyniesionej nawy na łeb zlata. Ajas przejęty żalem tak mówi do brata:
— «Teukrze! Jakie nas teraz czekają tęsknice? Syn Mastora, kochany od nas jak rodzice,
Którego w domu naszym żaden wzgląd nie minął,
Zajadłego Hektora srogim ciosem zginął. Gdzie twe strzały niosące śmierć, bóle i jęki? Gdzie jest łuk otrzymany z Apollina ręki»? Na głos brata przybiega Teucer, strzelec główny,
Łuk ma w ręku i kołczan strzałami ładowny. Grot wylata po grocie, warczy żyła tęga,
Wraz Pejzenora syna strzałą swą dosięga:
Ranny Klejtos, powoźnik Polidama śmiały. W Hektora oczach pięknej szukający chwały,
Gardził niebezpieczeństwem, tam pędził rumaki,
Gdzie się najbardziej mężne zgęszczały orszaki. Nie mogła go od zguby żadna zbawić siła,
Puszczona strzała w szyję z tyłu utrafiła;
Padł na ziemię, śmiertelnym dosięgniony grotem,
Konie wóz próżny z wielkim wstrząsnęły łoskotem. Postrzegłszy to Polidam, zaraz je uchwycił
I Astynoja rękę strażą ich zaszczycił,
A gdy mu blisko siebie trzymać je zaleci,
Sam znowu między pierwsze wojowniki leci. Teucer zaś na Hektora nowy grot nakładał,
I pewnie ostateczny byłby mu cios zadał,
Gdyby Zeus srogiego nie wstrzymał wyroku. On mając bohatera dnia na bacznym oku,
Nadto wyniosłym Teukra zamiarom urąga,
Rwie mu w ręku cięciwę, kiedy ją naciąga:
Prysła strzała i łuku dotrzymać nie umiał;
Nadzwyczajnym przypadkiem strwożył się i zdumiał. — «Bracie — rzekł — boga ręka, nam niesprzyjająca,
Miesza układy nasze i łuk mi wytrąca;
Z tęgich żył dziś ode mnie skręcona cięciwa,
Zdolna nieść strzał tysiące, nagle mi się zrywa». — «Porzuć twój łuk i strzały — rzekł Ajas żałosny —
Gdy ci je z rąk wydziera jakiś bóg zazdrosny;
Weź raczej długą dzidę, piersi okryj tarczą,
Walcz, zachęcaj — bijmy się, póki siły starczą,
Jeśli mają wziąć flotę, niech ją wezmą z pracą
I niech drogo zwycięstwo Trojanie opłacą». Tak radził; Teucer zaraz namiotu dopada,
Łuk zostawia, na ramię tęgi puklerz wkłada,
Głowę kształtnie zrobionym szyszakiem przykrywa,
Nasrożona piórami groźna kita pływa.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia