lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 41

Iliada - Homer - Strona 41

Tam niebios królowa
Wstrzymuje wóz i rzecze do męża w te słowa;
— «Czy to cię nie obraża, wielki bogów ojcze,
Gdy na Aresa czyny poglądasz zabójcze? Ile ludzi ten srogi zgubił poniewierca! Mnie przejmują boleści aż do gruntu serca,
A Kiprys i Apollo już się naigrawa,
Pobudziwszy szaleńca, który nie zna prawa. Ojcze, alboż tym gniewu twego nie obruszę,
Gdy go zraniwszy, z boju ustąpić przymuszę? — «Wzbudź na niego Palladę — Zeus odpowiada. — «Nieraz mu ból zadała i teraz go zada». Radosna Hera, wyraz usłyszawszy taki,
Zaraz biczem ogniste zacina rumaki. Te lecą i szybkimi suwając kopyty,
Szlak wśród ziemi i nieba mierzą gwiazdolity. A jak niezmierną przestrzeń ogarnie mąż, który
W ocean się wpatruje z wyniesionej góry,
Kiedy bystrym pociągnie po powietrzu wzrokiem:
Tyle boskie ulecą konie jednym skokiem. Gdy je przyniósł na pola trojańskie bieg rączy,
Tam, gdzie Symois wody ze Skamandrem łączy,
Hera konie wyprzęga, zamyka w obłoku,
Symois im słodkiego dostarcza obroku. Niosąc Grekom na wsparcie życzliwe prawice,
Cichym krokiem jak trwożne idą gołębice;
Lecz gdy się tam zbliżyły, gdzie rycerzy wiele
Było przy Diomedzie stojącym na czele,
Bo jak lwy ścierwo żrące albo silne dziki
Otaczają wielkiego męża wojowniki:
Hera w kształcie Stentora męstwo w Grekach budzi,
Co miedzianym grzmiał głosem jak pięćdziesiąt ludzi:
— «O hańbo! Grecy, tylko macie postać męską! Póki Achilles gromił prawicą zwycięską,
Nie śmiały Trojańczyki z bram wyruszyć nogą,
Tak wielką oręż jego nabawiał ich trwogą;
Teraz się ocierają o nawy zuchwali». Tymi słowy wojenny w piersiach ogień pali. Pallas zaś do mężnego Tydejda przychodzi. Stojąc przy wozie, rycerz ranę swoją chłodzi,
Którą mu Pandar zadał. Pod twardym rzemieniem
Ogromnego puklerza pot ciecze strumieniem;
Stracił moc w ręce, długą pracą zmordowany,
Uniósłszy puklerz, czarną krew ocierał z rany. Dotknąwszy jarzma Pallas w tym rzecze sposobie:
— «Możnaż wierzyć, że płynie krew Tydejda w tobie? Ojciec miał umysł wielki, chociaż w ciele małem. Z jednakim na plac boju wychodził zapałem;
A gdym go chciała czasem w zapędzie utrzymać,
Nie przestawał się rycerz w mężnym sercu zżymać. Przybył do Teb za posła wspólnej Greków rady,
Jam kazała spokojnie używać biesiady;
Lecz nie dało się jego uhamować męstwo:
Wyzwał wszystkich Kadmejów i odniósł zwycięstwo. Takie wsparcie ode mnie w każdej miał potrzebie. Równie ci towarzyszę, równie grzeję ciebie,
Abyś z trojańskim śmiało potykał się ludem;
Lecz albo długim jesteś wysilony trudem,
Albo ci strach nikczemny w piersiach serce ścina:
Jakże od siebie Tydejd różnego ma syna! A Diomed: — «Bogini! Ciebie ja poznaję,
Przeto ci wszystko powiem i nic nie zataję. Ani mnie strach osłabia, ani gnuśność ima,
Lecz mnie z twoich ust własnych wyszły rozkaz trzyma:
Zakazując podnosić przeciw bogom dłoni,
Wtedyś mi tylko użyć pozwoliła broni,
Gdyby Kiprys odwiedzić śmiała krwawe boje.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia