lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 175

Iliada - Homer - Strona 175

Do mieszkania Achilla starzec prosto zmierza,
Zastaje towarzyszy z dala od rycerza;
Sam tylko Automedon wierny, Alkim drugi,
Szczep Aresa, gotowi stali dla usługi. Tylko co się napojem i jadłem nasycił. Wszedł Pryjam cicho, ukląkł, za nogi uchwycił
I rękom srogim, które w podziemne otchłanie
Tylu strąciły synów, dał pocałowanie. Jako gdy kto zabije gwałtownie człowieka,
Przed zemstą prawa w obce krainy ucieka,
Wszystkich zdumi, w dom wszedłszy, gdzie schronienia żąda:
Tak Pelid na Pryjama zdumiony pogląda. Zdziwieni towarzysze patrzają po sobie,
Gdy starzec zaczął, w ciężkiej pogrążon żałobie:
— «Pomnij na ojca swego, boski Achillesie! W równym on ze mną wieku, w ostatnich lat kresie! Może niesprawiedliwi cisną go sąsiedzi,
Nie ma, kto by złe odparł, pod którym się biedzi;
Jednak słysząc, że żyjesz, wolny od rozpaczy
Krzepi się tą nadzieją, że syna obaczy,
Gdy z Troi do ojczystej powrócisz krainy. Lecz ja, najnieszczęśliwszy, miałem dzielne syny,
Z których podobno żaden żywy nie zostaje,
Odkąd wojnę przynieśli przed nasz gród Danaje… Większą liczbę Ares ich w polu poobalał;
Ostatni, co ich bronił i miasto ocalał,
Hektor, zginął od ciebie, walcząc za ojczyznę. Po niego tu przychodzę. Uczcij mą siwiznę! Masz okup wielkiej ceny, masz drogie ofiary:
Szanuj bogi, Achillu, nie gardź mymi dary! Przypomnij ojca, obu nas ciężar lat gniecie. Możesz być kto ode mnie biedniejszy na świecie? Jam usta — tegom wreszcie nieszczęśliwy dożył
Na ręce synów moich zabójcy położył!»
Rzekł. Na wspomnienie ojca rycerz czule wzdycha,
I z wolna rękę starca od siebie odpycha. Ten Hektora wspomniawszy, w nim państwa nadzieje,
Leżąc u nóg Achilla, rzęsiste łzy leje;
Tamten na dwie osoby swą czułość rozdziela:
Już płacze ojca, znowu płacze przyjaciela. Spólne ich narzekania i płacz pomieszany
Smutnym echem namiotu powtarzały ściany. Pofolgowawszy sercu łzami obfitymi,
Wstał i podając rękę, podniósł starca z ziemi;
Wzruszyła go poważna głowa, broda siwa,
Na koniec się do niego w tych słowach odzywa:
— «O nieszczęśliwy starcze! Coś ty nędzy zażył! Jakżeś się sam przez obóz grecki przejść odważył,
Ażebyś przed obliczem rycerza się stawił,
Który cię tylu synów walecznych pozbawił? Gdyś to zrobił, z żelaza kute serce w tobie. Lecz siądź, uspokójmy się obadwa w żałobie! Na co się mamy dręczyć? Próżne nasze smutki,
Żadne z nich dobre dla nas nie wynikną skutki. Smutek dostali ludzie od bogów podziałem
Oni się tylko cieszą szczęściem doskonałem. Dwoiste pod Zeusowym tronem jest naczynie:
Z jednego złe, z drugiego dobre dla nas płynie. Czyje losy z obydwu naczyń Zeus miesza,
Tego na przemian smuci, na przemian pociesza. Komu ze złego czerpa, ten skazan na nędzę,
W ohydzie, wzgardzie, smutną ciągnie życia przędzę:
Błąka się, pod ciężarem zgryzoty się trudzi,
Równie znienawidzony od bogów i ludzi. Dla Peleja bogowie szczodrzy od początku,
Zdziwiał wszystkich skarbami, wielkością majątku. I nad Ftyjoty berłem przemożnym się chlubił;
Choć śmiertelny, boginię za żonę poślubił.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia