lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 9

Iliada - Homer - Strona 9

Nigdym ci nie jest przykra, słusznie się tym szczycę,
Że nie chcę wglądać w żadną twoją tajemnicę. Ta zaś troskliwość moja z tego idzie źródła,
Czy cię córka morskiego starca nie uwiodła. Bo dziś przyszła do ciebie, ściskała kolana,
I podobno już w prośbach swoich wysłuchana:
Jej syna czci, a Greków klęski nic nie zwlecze». Na to piorunowładca do Hery tak rzecze:
— «Płoche twe podejrzenia są dla mnie zwyczajne,
Jednak ci niedostępne moje myśli tajne. Nienawiść tylko męża odnosisz w korzyści,
Choćbyś zgadła mój wyrok. Co chcę, to się ziści. Siedź i skromnie się moim powoduj rozkazem,
Bo cię tu nie zasłonią wszystkie bogi razem
Od strasznego tej ręki ogromnej zamachu». Tak rzekł; umilkła Hera i drżała ze strachu;
Musi ulec mężowi niezgięta jej dusza,
Lecz wszystkich bogów czułość jej zmartwienie wzrusza. Zatem Hefajst, Olimpu sławny budowniczy,
Miłą matkę pociesza w tak ciężkiej goryczy:
— «Jak to nas wszystkich smuci, jak dotkliwie boli,
Że niebo się poróżnia dla śmiertelnych doli. Gdy się przykra niezgoda samych bogów ima,
Znikną uczty, rozkosze, złe górę otrzyma. Matce radzę, choć sama sobie radzić zdolną,
By na Zeusa była rozkazy powolną:
Bo kiedy w gniew nasz ojciec rozjątrzony wpada,
Cała się dla niebianów zepsuje biesiada. Gdyby chciał, jak jest mocny, ten wielki pan gromu,
Wszystkich by nas wytrącił z niebieskiego domu. Matko! Ujmij go wdzięcznie, a spojrzy wesoło
I okaże pogodne Olimpowi czoło». To powiedziawszy Hefajst z miejsca swego wstaje,
Bierze okrągłą czarę, matce ją podaje
I rzecze: «Znoś to, matko, lubo ci nie miło,
Żebyć się co gorszego jeszcze nie zdarzyło;
Gniewy jego złagodzi twa powolność wczesna. Jakby dla syna twego była rzecz bolesna,
Nie mogąc dać ci wsparcia, patrzeć na twe jęki:
Trudno wytrzymać siłę Zeusowej ręki. Nigdy mi ten przypadek nie wyjdzie z pamięci:
Gdym cię raz przeciw jego chciał wesprzeć niechęci,
Porwał za nogę, rzucił z niebieskiego gmachu,
Zaledwie ze mnie dusza nie wyszła z przestrachu;
Leciałem przez dzień, w wieczór upadłem na Lemnie,
Tam Syntyjowie ducha obudzili we mnie». Tę Hefajst o przypadku swoim powieść czyni. A na to z białą dłonią śmieje się bogini
I z uśmiechem odbiera czarę z ręki syna. On zaś od prawej strony obdzielać zaczyna
Słodkim nektarem nieba wysokiego panów,
Który czerpa obficie z poświęconych dzbanów. Śmiały się, pijąc nektar, do rozpuku bogi,
Że im służył tak grzecznie Hefajst krzywonogi. Stół do zachodu słońca zasiadają wkoło,
Jedzą smacznie i piją, bawią się wesoło:
Apollo na formindze gra, muz chór dobrany
Słodkimi wyśpiewuje głosy na przemiany. Gdy słońce świetną głowę skryło w oceanie,
Każdego boga własne przyjmuje mieszkanie:
Bo w Olimpie ma każdy z bogów pałac złoty,
Cudownej przemyślnego Hefajsta roboty. Kronid także tam idzie, gdzie swój umysł boski
Snem zasila, wielkimi zmordowany troski.

Księga II
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia