lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 61

Iliada - Homer - Strona 61

Jedenastołokciowa w ręku jego dzida,
Błyszczy się ostrze złotym objęte pierścieniem;
Wódz tak mówi otoczon licznym zgromadzeniem:
— «Słuchajcie mnie, Trojanie i Dardany mężne,
I wiernych sprzymierzeńców zastępy potężne! Mniemałem, że zniszczywszy achajskie narody,
Wrócę dzisiaj zwycięzcą w Ilijonu grody:
Ale noc nieprzyjazne rozpostarła cienie,
Jej winni Grecy swoje i naw ocalenie. Czarnej ustąpmy nocy, gotujmy wieczerze,
I koń wyprzężon z wozu niech posiłek bierze. Sprowadźcie z miasta wszystko, co do uczty trzeba:
Woły, owce i wino, i dostatkiem chleba. Drzewa także przywieźcie, aby niźli ranna
Wnidzie Jutrzenka, światłość biła nieustanna
I błyszczące płomienie, aż do nieba wzniosła;
Bo może Grecy, szybkie zgotowawszy wiosła,
Uciekać zechcą skrycie przez morskie odmęty:
Niech przynajmniej nie wsiędą spokojnie w okręty,
Niech strzała ich dosięgnie albo grot miedziany
I aż w domach głębokie opatrują rany! Niech klęska ich narodom za naukę stoi,
Aby nigdy nieść wojny nie śmiały do Troi! Woźni zaś w mieście wielkim to powiedzą głosem,
By młodzież i poważne starce z siwym włosem
Wstąpiły na stawiane boską ręką wieże;
Płeć niechaj ognie pali i niech każdy strzeże,
Ażeby się zdradziecko Achaje nie skradły
I w miasto pozbawione obrońców nie wpadły. Tak uczyńcie, jak mówię, Trojanie waleczni! Obmyśliłem, żebyśmy dziś byli bezpieczni… Dziś przez całą noc pilnie odprawujmy straże! Rano, skoro się pierwsza Jutrzenka pokaże,
Poniesiem bój okrutny aż pod same nawy. Obaczę, czy Diomed, ów rycerz tak żwawy,
Do murów mnie odpędzi, czy sam legnie trupem
I ozdobi prawicę moją świetnym łupem… Obym się tak nie starzał i tak nie umierał
I taką cześć jak Pallas i jak Feb odbierał,
Jak pewny jestem w dzień ten Achajów zagłady! Rzekł, a na to niezmierny powstał okrzyk rady. Czynią rozkaz rycerze: wraz każdy wyprząże
I do wozu spocone konie lejcem wiąże. Z miasta zaś sprowadzają, co do uczty trzeba:
Woły, owce i wino i dostatkiem chleba. Zwożą drzewo, palą się mnogie w polu stosy,
A wiatry wznoszą gęste dymy pod niebiosy. Przez noc dumną Trojanie pasąc się nadzieją,
Siedzą zbrojni w swych szykach, ognie zaś goreją. Jako gwiazd grono pięknie przy księżycu błyszczy,
Gdy wiatr tak przyjemnego widoku nie niszczy,
Góry widać i wzgórki, i zielone gaje,
Całe się niebo w swojej świetności wydaje,
A pasterz w miłym sercu raduje się szczerze:
Tak też, gdzie Ilijonu czerniły się wieże,
Między achajską flotą i Skamandrem czystym
Całe się świeci pole płomieniem rzęsistym. Tysiąc ogniów się pali, a przy każdym siedzi
Pięćdziesiąt bohaterów błyszczących od miedzi. Jęczmień i owies chrupiąc, wyglądają konie,
Aż się Jutrzenka wzniesie na różanym tronie.

Księga IX
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia