lektury on-line

Kategorie

Lektury › Iliada - Homer › Strona 138

Iliada - Homer - Strona 138

Wyższym od ciebie laty i dłuższym poznaniem,
Pozwól, abym twój zapał miarkował mym zdaniem:
Czyż Grecy czcić powinni pamięć zmarłych postem? Codziennie śmierć rycerzów obala pomostem:
I kiedyż byśmy wreszcie łzy z oczu otarli? Oddajmy cześć pogrzebną tym, którzy umarli,
Ale się nam potrzeba stałością uzbroić,
Przez dzień płakać, a potem jęk smutny ukoić. Więc, którzyśmy po srogim pozostali boju,
Nie oszczędzajmy sobie jadła i napoju,
Abyśmy twardą miedzią cali uzbrojeni
Bez przerwy bój stoczyli na krwawej przestrzeni. Niech drugiego nikt gnuśnie rozkazu nie czeka,
Biada temu, kto wyjście swoje w nawach zwleka! Wszyscy się rzućmy, wojsko wyprowadźmy całe
I przy flocie zetrzyjmy Trojany zuchwałe»!… Atryd rozpuścił radę; porusza się rzesza
I do swojego każdy namiotu pośpiesza. Chlubni Tesalczykowie z wodza swego chwały,
Niosą darów królewskich ciężar okazały. Przyszły branki, z nich każda w miejscu swym usiada;
Rumaki do Achilla przyłączone stada. Bryzeis, być mogąca Kiprydy obrazem,
Widząc Patrokla srogim skłutego żelazem,
Krzyczy, pada na ciało (rany jego liczne),
Drze łono, miękką szyję, policzki prześliczne,
Wynurzając wśród jęków swój żal, wśród łez wielu:
— «Patroklu! Bryzeidy biednej przyjacielu! Żywegom cię odeszła, rycerzu waleczny,
Dziś, gdy wracam, już ciebie okrywa cień wieczny! Nieszczęścia po nieszczęściu me ciągnie tęsknice! Mąż, którego mi dali kochani rodzice,
Widziałam, jak przed miastem pchnięty miedzią zginął;
Tenże smutny los braci lubych nie ominął… Gdy Pelid zabił męża i miasto obalił,
Tyś moje łzy ocierał, tyś jęków się żalił. I abym nie tak czuła srogość mojej zguby,
Świetneś mi z Achillesem obiecywał śluby. Ty miałeś płynąć ze mną do Ftyi przez wody,
Ty mi sprawić weselne przyrzekałeś gody. Płaczę ciebie, z łez oczu nigdy nie osuszę,
Twa dobroć zawsze będzie zajmować mą duszę». Inne branki swe jęki łączą z jej rozpaczą:
Lecz na pozór Patrokla, w rzeczy — siebie płaczą. Achilla proszą wodze, by się chciał posilić… Cieszą, nic ku pociesze nie może go schylić,
Aż stanie wśród krwawego Aresa igrzyska. Dręcząca pamięć nowe jęki mu wyciska:
— «Biedny! Lecz najgodniejszy mojego kochania! Tyś o mnie, przyjacielu, czułe miał starania,
Tyś gotował posiłek, tyś mój stół nakrywał,
Kiedy na pole sławy dźwięk Aresa wzywał! Dzisiaj, gdy cię na łożu pogrzebnym oglądam,
Nic nie chcę, łzami tylko zasilać się żądam. Cóż mi pokarm bez tego, co obok mnie siedział? Gdybym nawet o śmierci ojca się dowiedział,
Nie czułbym w piersiach moich boleśniejszej rany! Może teraz we Ftyi starzec rozpłakany
Wzdycha, pragnąc godnego siebie widzieć syna;
A mnie obca daleko trzyma tu kraina,
Dla złej Heleny długie toczącego boje… Tak jęczał i w przytomnych wodzach tkliwość sprawił:
Każdy westchnął wspomniawszy, co w domu zostawił. Wzrusza się liczne wojsko i porzuca brzegi.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Franciszek Ksawery Dmochowski.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia