Panienka zmrużyła oko i wedle wszelkich reguł powinna była w tym momencie zacytować słowa Czepca z Wesela Wyspiańskiego: „Pon mi razy dwa nie powi”, lecz że panienki nie cytują w czasie wakacji słynnych powiedzeń, użyła przeto słów z własnego repertuaru:
— Strasznie panu dziękuję!
Śmignęła jak kozica na tatrzańskiej skale i zniknęła „jak sen jaki złoty”, co łazi po drzewach jak małpa i ma podrapane kolana.
Adaś przytknął list do piersi, jak gdyby chciał uspokoić mocno bijące serce. Trzeba go przeczytać, przeczytać czym prędzej.
Zaczął przebiegać oczami litery mozolnie stawiane przez bezsilnego człowieka; zdawało się, że pragnie odczytać jednym spojrzeniem całą treść listu. Nie było to takie łatwe; francuszczyzna Adasia była dostateczna, gdyż w latach cielęcych miał bonę Francuzkę, lecz bystrość wspaniała. Obok leżał słownik. Choćby miał pracować przez wiele godzin, musi dokonać przekładu. Wygładził list dłonią, oparł głowę na rękach i czytał: dwa, trzy, dziesięć razy. Niektóre słowa wyblakły tak, że pozostał po nich jedynie ledwie widoczny zarys liter. Na szczęście list był krótki: ciężko chory człowiek nie miał sił na obszerne pisanie.
Po długim, długim wpatrywaniu się w to pismo spoza grobu Adaś poczuł, że czoło ma zroszone potem z nadmiernego wysiłku. Chwytał pióro i odkładał je znowu. Przez otwarte okno wpatrywał się w niebo, jak gdyby krążący po nim napoleoński oficer, ujrzawszy udrękę nieszczęsnego tłumacza, mógł mu przyjść z pomocą.
Adaś napisał wreszcie pierwsze słowa:
Bracie mój, bardzo ukochany!
„Zgadza się! — pomyślał. — Oficer nie był w malignie, kiedy mówił, że pisze do brata. Dalej, dalej! Co dalej?”
…Ten, co ci odda list, jest towarzyszem mej niedoli, co mi pomógł, rannemu i bardzo choremu, wyrwać się z piekła. Nagrodzić go będzie twoim obowiązkiem, ja bowiem tutaj uczynić tego nie mogę. Zaopatrzyłem go na drogę, aby jak najprędzej… *(słowo nieczytelne)*… do ciebie. Przysiągł, że cię odszuka. Wtedy ci wszystko opowie. Ja nie mam na to siły. Będziesz wiedział, co i gdzie przeżyłem. A teraz na… *(słowa zatarte)*… zaklinam, abyś niezwłocznie… *(słowo znikło)*… urlop i jak można najprędzej wybrał w drogę. Będę własną duszę trzymał za gardło, aby mnie nie opuściła, zanim przybędziesz. Bracie mój! Śpiesz się! Śmierć chodzi za oknami. Każdej nocy… *(słowo zbladłe)*… koło mnie. Gdybyś jednak nie zastał mnie żywego, pamiętaj, że musisz uczynić, co ci nakazuję w imię starszeństwa i w imię śmierci. Jeżeli spełnisz wszystko dokładnie, uradujesz mnie poza grobem. Jesteśmy ostatni z rodu, ale niedługo ty jeden będziesz ostatni i sam. Wiesz dobrze o dawnej naszego rodu świetności i o tym, że dzisiaj na żołnierską skazani jesteśmy dolę. Wiedz przeto, że mi się udało ze śmiertelnym trudem unieść z pogromu coś, co tobie, a potem rodowi naszemu, odrodzonemu w twoich dzieciach, starą pozwoli przywrócić świetność. Pomyśl, a zrozumiesz…
— Ja już rozumiem — szepnął Adaś. — Bogactwo… Oficer przywlókł się spod Moskwy z jakimś bezcennym łupem… Co dalej?
Źródło tekstu: Wolne Lektury.